Okruchy dnia (11)

Zaczął się sezon placykowo-piaskownicowy. Spragnieni słońca i ciepła rodzice  wylegli  z dziećmi, z wózkami, z grabkami, z łopatkami i wiaderkami na placyki zabaw. Ja również wtapiam się w tłum. Myślałam, że mnie to ominęło, że nie będzie mi dane wstąpić do tego rodzicielskiego kręgu, że nie będę uczestniczyć w rozmowach na bardzo ciekawe tematy dotyczące problemów dzieci, ich chorób, wieku, radzenia sobie z katarem i bólem brzucha. Na szczęście zostałam ponownie zaprzysiężona i mogę bezkarnie zajmować ich przestrzeń.

W piątek spotkałam znajomą z dzieckiem. Akurat była po wyczerpującym remoncie kuchni. Szkicowała słowami przebieg całego przedsięwzięcia. Opowiadając o ogromnym szczęściu przy zakupie kafelków i tapety, wtrąciła mimochodem, że Bóg im sprzyjał podczas tego remontu,że bez niego by sobie nie poradzili, że dzięki niemu zamknęli się w budżecie, że nie musieli się dodatkowo zapożyczać. Kafelki przecenione prawie o 60%, tapeta za grosze.

Mówiła to bez jakiegoś zadęcia, szczerze, nie oczekując po mnie spektakularnej reakcji. W sposób nieskrępowany i otwarty mówiła o Bogu, włączając Go do swojego życia, do swoich spraw, dając Mu przyzwolenie na Jego Świętą obecność . Bardzo mi tym zaimponowała. Dała tym samym świadectwo swojej miłości , nie bojąc się mojej reakcji, nie wstydząc się tego. Za to ją podziwiam. Ja uczę się mówić o Bogu otwarcie. Czasami nie umiem dobrać właściwych słów,  czasami po prostu mi się nie chce, czasami jest to wstyd. Ale mam w sobie imperatyw dzielenia się dobrą nowiną…

Pozdrawiam ciepło:)

 

 

Zaczarowany ogród

Wczoraj zaczęłam sezon ogrodniczy. Mam ogród. A właściwie jeszcze nie mam. Oczyma wyobraźni widzę kolorowe kwiaty, dom dla pszczół, których coraz mniej. Widzę drzewa, a na nich ogromne, soczyste, skąpane w słońcu owoce. Hmmm, na razie posucha,  jarzą się pojedyncze żonkile, samosiejki, mnóstwo starej trawy, suchych gałęzi, kamieni. Totalny chaos. W słońcu nie wygląda to jeszcze tak tragicznie, ale kiedy cień kładzie się gęsto na te połacie ziemi, robi się ciemno i nieprzyjemnie.

Nakupiłam sporo drzewek owocowych, krzaków róż, ale nie mam pojęcia i wyobraźni przestrzennej, gdzie to rozmieścić. Już czeka w kolejce brzoskwinia, morela, czereśnia, a na niej  zdjęcie zachęcające do kupna: piękne, okrąglutkie ciemnoczerwone, soczyste owoce. No i róże, niskie krzaczki z malutkimi , prawie niewidzialnymi pączkami, czekające na wybuch kolorowych kwiatów w pierwszych promykach słońca, ale czy jeszcze w tym roku?

Czy jeszcze w tym roku dadzą omamić się swoim zapachem, czy jeszcze w tym roku będę zbierać płatki róż, a jesienią owoce głogu?

Na razie dopada mnie proza życia i  skupiam się na tym, żeby moje małe dziecko nie wpadło do jakiejś dziury, nie zjadło  ciemnofioletowych kuleczek nieznanego pochodzenia , a starsze polubiło to miejsce, oswoiło samotność, jaka mu tam towarzyszy. Obserwuję, jak dorasta, jak nie cieszą go już drobiazgi, jak przestaje je zauważać. Towarzyszę mu w tych chłopięcych zabawach, cieszymy się z tej chwili, zapisujemy w pamięci. Najfajniejsze zajęcie to strzelanie kulkami z pistoletu do purchawki i obserwowanie, jak wyrzuca z siebie kłęby dymu.

Siedlisko to jest moje miejsce na ziemi.  Każdy powrót do miasta napawa mnie smutkiem . Nie cieszą mnie zaludnione miejsca, gdzie nie słychać śpiewu ptaków, gdzie sąsiad  podchodzi do sąsiada  częściej z porcją skarg i zażaleń. A może by tak dla odmiany podać uśmiech i ciepłe „dzień dobry”.

Drzewka zasadzone, róże czekają w kolejce na następny tydzień. Za dużo pracy, za mało czasu…

Pozdrawiam ciepło:)

Olejek lawendowy

Jeden z wielu olejków, które należy mieć w domu. Znany jest sposób na aromatyczny zapach w   szafie  z ubraniami : suszone kwiaty lawendy przechowywane w płóciennym woreczku na długo pozwolą zachować świeżość ubrań. Ja wykorzystuję lawendę do trochę innych celów. Lubię wieczorem zakropić poduszkę i kołdrę olejkiem lawendowym, to wpływa kojąco na układ nerwowy. Ten zapach mnie uspokaja, łagodzi skutki stresu i  zmęczenie po całym dniu bieganiny. Niweluje napięcie, odpręża. Ułatwia mi zasypianie. I tak wieczorem, kiedy nie mogę zasnąć , otulam się tą lawendową pierzynką, kojący zapach przenosi mnie do krainy pięknych snów.

Pozdrawiam ciepło:)

 

Bądź zdrów- smacznego!

Wydawnictwo Watra, Warszawa 1984

Irena Gumowska, która napisała książkę „Bądź zdrów-smacznego”,  jest również współautorką książki, o której pisałam wcześniej „Kuchnia i medycyna”. Nie jest to najświeższa pozycja, ale warta polecenia i godna przeczytania. Książka, która zajmuje w mojej kuchni ważne miejsce, która przypomina mi o odżywczej i leczniczej roli roślin. W sposób bardzo przystępny i jasny opisuje i charakteryzuje kolejne ziarna, rośliny strączkowe, warzywa i owoce. Do każdego rozdziału dodaje przepisy, bardzo szybkie i proste w przygotowaniu.

Wydaje mi się, że bardzo ważna jest profilaktyka. Jak mówi porzekadło „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Tak naprawdę jesteśmy zdani na siebie i to od nas zależy stan naszego organizmu, od nas zależy jakość naszego życia. Mamy wybór. Odpowiednim żywieniem nie tylko możemy utrzymać zdrowie, ale również wyleczyć się z wielu chorób i niedomagań. Racjonalne odżywianie pozwala niwelować skutki stresu, pozwala odtruć organizm w i tak już bardzo zanieczyszczonym środowisku.

Książka wydana w latach 80-tych, ale zagadnienie bardzo aktualne. Kochajmy siebie i dbajmy o nas samych i najbliższych. W ten sposób wyrażamy troskę o jakość naszego życia.

Pozdrawiam gorąco:)

 

Probiotyki

Po raz  pierwszy o roli probiotyków dowiedziałam się z książki „Uwolnij moc kobiecego mózgu”.   Przewód pokarmowy to nasz drugi mózg , a wytwarza więcej niż on neuroprzekaźników czyli  głównych związków biochemicznych regulujących nastrój i poziom energii. Probiotyki wspierają układ trawienny dzięki namnażaniu w jelitach zdrowych bakterii. Oczywiście najlepsze są naturalne probiotyki (kiszonki),  i tak codziennie naprzemiennie zjadam porcję kapusty kiszonej, ogórków i moje odkrycie sok z buraków kiszonych. Naprawdę pyszny. Ale od czasu do czasu wspomagam moje jelita zdrowymi bakteriami z kapsułki.

Tak mnie wciągnął ten temat, że zaczęłam dużo o nich czytać i  szukać najlepszej dla mnie opcji. Oczywiście były to poszukiwania amatora, moja wiedza na ten temat nie jest obszerna , ale wyszperałam, że jeżeli stosować probiotyki, to te najwyższej jakości. Muszą to być produkty zawierające żywe kultury  ludzkich szczepów bakterii – od 10 do 60 miliardów jednostek dziennie. Minimum cztery szczepy bakterii w kapsułce (jeden szczep DDS-1). Ważne jest zdrowe odżywianie, wspomaganie organizmu najwyższej jakości jedzeniem , gęstym w substancje odżywcze, bez tego nawet probiotyki zagubią się w otchłani chemicznie przetworzonej żywności.

Znalazłam taki probiotyk firmy Doppel herz aktiv na drażliwe jelita – spełnił wszystkie możliwe kryteria i oczekiwania.

Pozdrawiam gorąco:)

Okruchy dnia (9)

Dzisiaj doświadczyłam opieki Bożej; każdy mój dzień utkany jest z takich małych obecności, małych cudów, troski. Niby nic, ale dla mnie to ogromna wartość. Ważne jest, żeby umieć je zauważać, zanim stwierdzi się kategorycznie, że Boga nie ma. U mnie to  też nie nastąpiło z dnia na dzień; uczyłam się Jego  obecności pomału, oswajałam Jego Słowo. Jezus jest cierpliwy, daje nam wolność, do niczego nie zmusza. Pomału przedzierałam się gąszcz swoich słabości;  karczowałam las, żeby ujrzeć zaproszenie do jego Serca.

A teraz proza życia. Poszukiwałam probiotyku . Chodziłam po aptekach i nie mogłam znaleźć. Zależało mi na tym jednym konkretnym , którego używam od czasu do czasu. Jedyny probiotyk, który zawiera cztery szczepy bakterii, w tym DDS-1, dwa prebiotyki i  nie zawiera cukru, laktozy, glutenu ani żelatyny.

Trafiłam w końcu do apteki, w  której aptekarka  zgodziła się zamówić tabletki na jutro. Cena 51 zł, nie tak źle, w Superpharmie płaciłam za 30 tabletek ponad 60zł. No i wykonała telefon,  zamówiła. Już miałam wychodzić, kiedy mój wzrok padł na egzemplarze z przeceny. I co widzę, moje probiotyki, przecenione na 33 zł. Czyż to nie cudowne:)

Pozdrawiam gorąco:)

Okruchy dnia (8)

Wiosna. Pewnie pojawiła się na ustach każdego mieszkańca miasta, miasteczka, wsi. W każdym z tych miejsc inaczej budzi się do życia, inaczej pachnie, inaczej zaprasza do jej celebrowania. Ja odnalazłam ją w parku; błękitne spojrzenie kwiatków zachwyciło moje dziecko. W paluszkach rozcierał ich zapachy; aksamitne płatki poddawały się jego dotykowi. Ze skupieniem poznawał ich kolor i świeżość.

To już Twoja druga wiosna, syneczku…

 

 

Olejek Tamanu

Przy okazji pisania o przebarwieniach wspomniałam o olejku Tamanu. Nie rozpisywałam się na temat jego cudownych właściwości, ponieważ zaczęłam go stosować od niedawna.Ale  już widzę efekty. To działa!

Trochę teorii: jest bardzo skuteczny w leczeniu problemów skórnych, pomaga przy łuszczycy, trądziku, bliznach. Mieszkańcy Polinezji używali go jako kosmetyku przeciwsłonecznego. Lepiej korzystać ze źródła niż z chemicznie przetworzonych preparatów. Poza tym ma właściwości gojące, nawilżające i przeciwzapalne, działa przeciwbólowo, zmniejsza opuchliznę, regeneruje skórę; dodatkowo zwalcza bakterie, grzyby i wolne rodniki. Nadaje się do każdego rodzaju cery.

Ja stosuję go bezpośrednio na skórę twarzy, na krem, rano i wieczorem. Oprócz tego smaruję suchą narośl na kostce, która niezmiennie towarzyszy mi od kilku lat i nie chce opuścić. Ale myślę, że nadszedł jej kres, bo zaczyna się zmniejszać, jest wyraźnie spłaszczona.

Wracając do przebarwień. Wiem, że jest to proces, może kilkuletni, ale widzę światełko w tunelu. Cera jest rozjaśniona, rozświetlona , opuchlizna pod oczami wchłania się w skórę. To jest już mój hit!

Pozdrawiam gorąco:)

Wracam do różeńca górskiego

 

 

Pisząc o różeńcu nabrałam ogromnej ochoty, żeby dać mu jeszcze jedną szansę. Dzisiaj zaparzyłam z niego odwar ( poznałam nowe słowo – odwar gotujemy, a napar zalewamy; można powiedzieć, że gojnik jest naparem, a różeniec odwarem).

Wypiłam małą filiżankę i …może nie jest to white chocolate mocca, ale można się rozsmakować. Smak ma delikatnie cierpkawy, ale wyczuwalna jest nuta pomarańczy. Ładnie pachnie, a to już coś. Nastrój na pewno mi się poprawił:). Trzeba znaleźć czas, żeby ją zaparzyć, czasami trudno się zmobilizować. Mówię o sobie. To co ważne, to nie jest wskazana dla dzieci poniżej 12 roku życia. Mój starszy syn pewnie się ucieszy.

Pozdrawiam gorąco:)

Okruchy dnia (6)

Kiedy Ty, Jezu,  pierwszy raz do mnie przyszedłeś? Kiedy zatrzymałeś mnie w biegu, kiedy  pozwoliłeś  wysłuchać,  zobaczyć? Nie musiałeś nic mówić. Teraz wiem, że każdego dnia wiernie czekałeś pod drzwiami, pukałeś cichutko, nienachalnie. Moje serce nie było gotowe, abyś w nim zamieszkał, zbyt leniwe  na pracę, na zmianę, zbyt ślepe na światło i zbyt zimne, by mogło w Tobie zakwitnąć. Czekałeś  wiernie. Ale jak długo można Cię zwodzić, jak długo udawać, że wszystko jest dobrze, jak długo mamić Cię nieprawdą o sobie. Ty, Boże, wiesz wszystko, przecież to Ty jesteś Stwórcą mnie samej. Nie chcę uciekać od siebie przepełnionej Twoją miłością. Teraz trzymam Cię mocno za rękę, nie chcę puścić, bez Ciebie nie ma mnie.

To była wiosna. Zimna, szara, ciągle padało i słońca nie było w ogóle widać na niebie.  Widok z okna przygnębiający, milion samochodów na godzinę, bloki, bloki, bloki. Stałam tak, patrzyłam przed siebie, myślałam o pszczołach, które wymierają na potęgę, o tym, jak w tym strugach deszczu trudno im zapylać kwiaty, z jakim trudem żyją odymiane smogiem z samochodów.  Popatrzyłam w niebo, myśli mi zawirowały w głowie : „Boże, ja to wszystko zniosę, ja Ci za wszystko dziękuję, przetrwam tę ciemność, ale chcę to zrobić z Tobą, sama nie dam rady. Gdybyś tylko na chwilę przytulił mnie do Siebie, gdybyś  pozwolił mi zanurzyć się w Tobie, będę silna”. I wtedy rozstąpiło się niebo i moja szara kuchnia cała się rozświetliła, zapanował w niej blask nie do opisania. Byłam w szoku, wyjrzałam na prawo- leje i ciemno, na prawo – leje i ciemno, na wprost – Ty Boże przyszedłeś do mnie. Na mojej drodze pojawiło się światło, nadzieja; ślady,  po których mogłam rozpocząć swoją wędrówkę . W ciszy celebrowałam to spotkanie, z drżeniem serca napawałam się tą chwilą. Zbyt krótką. Ciągle mi mało Ciebie, Panie…