Zasłyszane z bliska

W sklepie z butami kobieta przymierza buty, córeczka obgryza paznokcie i przegląda się lustrze, mąż lekko poirytowany obserwuje całe to przedsięwzięcie.

– No zobacz, te za małe, te za duże, te za wąskie, te za szerokie. W tym sklepie nie ma dla mnie odpowiedniego rozmiaru.

-Nie narzekaj, masz problem z zakupem butów, tysiące w szafie, a nie masz w czym chodzić.

-Wiesz kochanie, wczoraj widziałam w sieci takie śliczne lakierki. Może byś mi w końcu je kupił.

-Ale za małe czy za duże?

Shinrin – yoku czyli kąpiel w lesie

 

Niedawno czytałam wywiad z filozofem Marcinem Fabjańskim („Wysokie Obcasy”), w którym mówił o japońskiej tradycji shinrin yoku – czyli kąpieli w lesie. Wędrówki, spacery w miejscach zalesionych korzystnie wpływają na nasze zdrowie, samopoczucie, duszę. Chodząc po lesie, uwrażliwiamy się na przyrodę, nie myślimy o pracy, o problemach, staramy się wyciszyć. Niesamowite, że każde zjawisko można nazwać, nadać mu jakiś sens, przeprowadzić badania i opublikować.

Japońskie badania wykazały, że shinrin:

  • obniża ciśnienie krwi
  • reguluje puls
  • zmniejsza poziom kortyzolu (hormonu stresu)
  • dodaje sił witalnych
  • stanowi rodzaj szczepionki immunologicznej

Japońscy naukowcy twierdzą, że wdychając lotne substancje aromatyczne, które uwalniają drzewa, uodparniamy się na choroby.

Teraz już wiem, dlaczego nie choruję. W dzieciństwie bardzo często chodziłam na spacery z moimi rodzicami, to był taki nasz stały punkt programu wychowawczego. Pamiętam, jak tata mówił: „idziemy na spacer; jak chcesz, to idziesz dobrowolnie, a jak nie – to na przymus”. Nie miałam wyboru, więc spacerowałam zawsze.

Japończycy za shinrin yoku płacą duże pieniądze, my mamy go za darmo.

Pozdrawiam ciepło:)

 

Kąpiel w lesie

 

Kiedyś miałam dużego, pięknego psa. Mieszkałam pod lasem i mogłam codziennie, przynajmniej raz dziennie, być z nim na spacerze w lesie. To był beztroski, ale jakże cenny czas. Pracowałam w szkole i po kilku godzinach przebywania w hałasie , wśród rozwrzeszczanych dzieci, takie leśne ukojenie było mi bardzo potrzebne, chłonęłam samotność w ciszy przeplatanej śpiewem ptaków tudzież chrzęstem łamanych gałęzi przez niezidentyfikowane zwierzęta (czyt. sarny i dziki). Byłam wolna.

Wdech, wydech, wdech, wydech. W czasie takiej beztroskiej wędrówki po lesie  pracują wszystkie zmysły. Wzroku, słuchu, zapachu, dotyku, smaku. Zatopiona w chaosie myśli,  wyłączam te niepotrzebne, wyrzucam  wszystko to, co uwierało przez cały dzień, co krępowało moją odwagę.

Wdech, wydech, wdech, wydech. Opieram wzrok na tym, co niewidoczne dla oczu, co nie mami błyskiem i tandetą. Tu nie ma konkretnych przedmiotów, tu nie ma „chcę to mieć”, nie w tym momencie. Tutaj niczego nie szukam, nikogo nie chcę spotkać. Chcę uspokoić oczy, nadać im zmysłowość i miękkość, nadać im nowy blask, nowe znaczenie. Chce rozluźnić oczy. Kiedy zmienia się panorama widzenia, świat zawęża się do tej jednej chwili „tu i teraz”.

Wdech, wydech, na niczym się nie skupiam. Wyłączam telefon i pozwalam dźwiękom docierać do moich uszu. Okalają mnie rozmowy ptaków, bzyczenie owadów, a zimą cisza i samotność, która otula mnie mnie jak płaszcz zimowy, chroni przed tym co nieznane. Szukam sprzymierzeńca w silnym wietrze, który wplata we włosy wszystkie kolory lasu. Popycha do przodu, gdy zmęczenie ogranicza nogi;  odwraca twarz swoją od mojej , gdy za mocno wieje, by podarować mi chwilę  na oddech.

Zdejmuję buty i stąpam po miękkim, puszystym, zroszonym poranną mgłą zielonym dywanie. Delikatnie zatapiam ciepłe stopy w chłodzie zielonego aksamitu oświetlonym promykami wschodzącego słońca.

Zaprasza do odpoczynku. Kładę się na utkanym  z zielonych nitek przeplatanych  srebrnymi pasmami pajęczej sieci kobiercu. Przytulam policzek do jego zarośniętego oblicza i w bezruchu chłonę wszystkie zapachy lasu, zanurzam się w słodkiej woni dzikich owoców – delikatnych malin, które swoją intensywną czerwienią kuszą oczy. Moje powieki układają się do snu, zamykam oczy.

Odczuwam ogromną wspólnotę z drzewami; kiedy to piszę budzi się we mnie tęsknota za naturą, za tym co ciepłe, miękkie, spokojne i pachnące. Za porannymi spacerami …, a tu weekend taki deszczowy.

Ksiądz Jan Twardowski urzekł mnie swoim wierszem „W lasach”:

Poszedłem w lasy ogromne szukać

buków czerwieni

jeżyn dojrzałych dzięciołów małych

rogów jelenich

jagód prawdziwych wilg piskląt żywych

mrowiska

i w oczy sarny – brązowej panny

popatrzeć z bliska

szyszek strąconych – tajemnic sowich

zająca

i strach mnie porwał

na myśl o Bogu – bez końca…

 

Pozdrawiam ciepło  🙂

 

Okruchy dnia (12)

Kiedy moje maleństwo śpi w południe, a ja mam do wyboru prasowanie, mycie naczyń, picie kawy, lepienie kotletów mielonych na obiad, pisanie posta, sprzątanie, wycieranie mebli z kurzu , zawsze wybieram picie kawy. A reszta…, nie wiem jak, ale wszystko inne musi zrobić się samo.

Pozdrawiam ciepło:)

Okruchy dnia (11)

Zaczął się sezon placykowo-piaskownicowy. Spragnieni słońca i ciepła rodzice  wylegli  z dziećmi, z wózkami, z grabkami, z łopatkami i wiaderkami na placyki zabaw. Ja również wtapiam się w tłum. Myślałam, że mnie to ominęło, że nie będzie mi dane wstąpić do tego rodzicielskiego kręgu, że nie będę uczestniczyć w rozmowach na bardzo ciekawe tematy dotyczące problemów dzieci, ich chorób, wieku, radzenia sobie z katarem i bólem brzucha. Na szczęście zostałam ponownie zaprzysiężona i mogę bezkarnie zajmować ich przestrzeń.

W piątek spotkałam znajomą z dzieckiem. Akurat była po wyczerpującym remoncie kuchni. Szkicowała słowami przebieg całego przedsięwzięcia. Opowiadając o ogromnym szczęściu przy zakupie kafelków i tapety, wtrąciła mimochodem, że Bóg im sprzyjał podczas tego remontu,że bez niego by sobie nie poradzili, że dzięki niemu zamknęli się w budżecie, że nie musieli się dodatkowo zapożyczać. Kafelki przecenione prawie o 60%, tapeta za grosze.

Mówiła to bez jakiegoś zadęcia, szczerze, nie oczekując po mnie spektakularnej reakcji. W sposób nieskrępowany i otwarty mówiła o Bogu, włączając Go do swojego życia, do swoich spraw, dając Mu przyzwolenie na Jego Świętą obecność . Bardzo mi tym zaimponowała. Dała tym samym świadectwo swojej miłości , nie bojąc się mojej reakcji, nie wstydząc się tego. Za to ją podziwiam. Ja uczę się mówić o Bogu otwarcie. Czasami nie umiem dobrać właściwych słów,  czasami po prostu mi się nie chce, czasami jest to wstyd. Ale mam w sobie imperatyw dzielenia się dobrą nowiną…

Pozdrawiam ciepło:)

 

 

Zaczarowany ogród

Wczoraj zaczęłam sezon ogrodniczy. Mam ogród. A właściwie jeszcze nie mam. Oczyma wyobraźni widzę kolorowe kwiaty, dom dla pszczół, których coraz mniej. Widzę drzewa, a na nich ogromne, soczyste, skąpane w słońcu owoce. Hmmm, na razie posucha,  jarzą się pojedyncze żonkile, samosiejki, mnóstwo starej trawy, suchych gałęzi, kamieni. Totalny chaos. W słońcu nie wygląda to jeszcze tak tragicznie, ale kiedy cień kładzie się gęsto na te połacie ziemi, robi się ciemno i nieprzyjemnie.

Nakupiłam sporo drzewek owocowych, krzaków róż, ale nie mam pojęcia i wyobraźni przestrzennej, gdzie to rozmieścić. Już czeka w kolejce brzoskwinia, morela, czereśnia, a na niej  zdjęcie zachęcające do kupna: piękne, okrąglutkie ciemnoczerwone, soczyste owoce. No i róże, niskie krzaczki z malutkimi , prawie niewidzialnymi pączkami, czekające na wybuch kolorowych kwiatów w pierwszych promykach słońca, ale czy jeszcze w tym roku?

Czy jeszcze w tym roku dadzą omamić się swoim zapachem, czy jeszcze w tym roku będę zbierać płatki róż, a jesienią owoce głogu?

Na razie dopada mnie proza życia i  skupiam się na tym, żeby moje małe dziecko nie wpadło do jakiejś dziury, nie zjadło  ciemnofioletowych kuleczek nieznanego pochodzenia , a starsze polubiło to miejsce, oswoiło samotność, jaka mu tam towarzyszy. Obserwuję, jak dorasta, jak nie cieszą go już drobiazgi, jak przestaje je zauważać. Towarzyszę mu w tych chłopięcych zabawach, cieszymy się z tej chwili, zapisujemy w pamięci. Najfajniejsze zajęcie to strzelanie kulkami z pistoletu do purchawki i obserwowanie, jak wyrzuca z siebie kłęby dymu.

Siedlisko to jest moje miejsce na ziemi.  Każdy powrót do miasta napawa mnie smutkiem . Nie cieszą mnie zaludnione miejsca, gdzie nie słychać śpiewu ptaków, gdzie sąsiad  podchodzi do sąsiada  częściej z porcją skarg i zażaleń. A może by tak dla odmiany podać uśmiech i ciepłe „dzień dobry”.

Drzewka zasadzone, róże czekają w kolejce na następny tydzień. Za dużo pracy, za mało czasu…

Pozdrawiam ciepło:)

Olejek lawendowy

Jeden z wielu olejków, które należy mieć w domu. Znany jest sposób na aromatyczny zapach w   szafie  z ubraniami : suszone kwiaty lawendy przechowywane w płóciennym woreczku na długo pozwolą zachować świeżość ubrań. Ja wykorzystuję lawendę do trochę innych celów. Lubię wieczorem zakropić poduszkę i kołdrę olejkiem lawendowym, to wpływa kojąco na układ nerwowy. Ten zapach mnie uspokaja, łagodzi skutki stresu i  zmęczenie po całym dniu bieganiny. Niweluje napięcie, odpręża. Ułatwia mi zasypianie. I tak wieczorem, kiedy nie mogę zasnąć , otulam się tą lawendową pierzynką, kojący zapach przenosi mnie do krainy pięknych snów.

Pozdrawiam ciepło:)

 

Bądź zdrów- smacznego!

Wydawnictwo Watra, Warszawa 1984

Irena Gumowska, która napisała książkę „Bądź zdrów-smacznego”,  jest również współautorką książki, o której pisałam wcześniej „Kuchnia i medycyna”. Nie jest to najświeższa pozycja, ale warta polecenia i godna przeczytania. Książka, która zajmuje w mojej kuchni ważne miejsce, która przypomina mi o odżywczej i leczniczej roli roślin. W sposób bardzo przystępny i jasny opisuje i charakteryzuje kolejne ziarna, rośliny strączkowe, warzywa i owoce. Do każdego rozdziału dodaje przepisy, bardzo szybkie i proste w przygotowaniu.

Wydaje mi się, że bardzo ważna jest profilaktyka. Jak mówi porzekadło „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Tak naprawdę jesteśmy zdani na siebie i to od nas zależy stan naszego organizmu, od nas zależy jakość naszego życia. Mamy wybór. Odpowiednim żywieniem nie tylko możemy utrzymać zdrowie, ale również wyleczyć się z wielu chorób i niedomagań. Racjonalne odżywianie pozwala niwelować skutki stresu, pozwala odtruć organizm w i tak już bardzo zanieczyszczonym środowisku.

Książka wydana w latach 80-tych, ale zagadnienie bardzo aktualne. Kochajmy siebie i dbajmy o nas samych i najbliższych. W ten sposób wyrażamy troskę o jakość naszego życia.

Pozdrawiam gorąco:)

 

Probiotyki

Po raz  pierwszy o roli probiotyków dowiedziałam się z książki „Uwolnij moc kobiecego mózgu”.   Przewód pokarmowy to nasz drugi mózg , a wytwarza więcej niż on neuroprzekaźników czyli  głównych związków biochemicznych regulujących nastrój i poziom energii. Probiotyki wspierają układ trawienny dzięki namnażaniu w jelitach zdrowych bakterii. Oczywiście najlepsze są naturalne probiotyki (kiszonki),  i tak codziennie naprzemiennie zjadam porcję kapusty kiszonej, ogórków i moje odkrycie sok z buraków kiszonych. Naprawdę pyszny. Ale od czasu do czasu wspomagam moje jelita zdrowymi bakteriami z kapsułki.

Tak mnie wciągnął ten temat, że zaczęłam dużo o nich czytać i  szukać najlepszej dla mnie opcji. Oczywiście były to poszukiwania amatora, moja wiedza na ten temat nie jest obszerna , ale wyszperałam, że jeżeli stosować probiotyki, to te najwyższej jakości. Muszą to być produkty zawierające żywe kultury  ludzkich szczepów bakterii – od 10 do 60 miliardów jednostek dziennie. Minimum cztery szczepy bakterii w kapsułce (jeden szczep DDS-1). Ważne jest zdrowe odżywianie, wspomaganie organizmu najwyższej jakości jedzeniem , gęstym w substancje odżywcze, bez tego nawet probiotyki zagubią się w otchłani chemicznie przetworzonej żywności.

Znalazłam taki probiotyk firmy Doppel herz aktiv na drażliwe jelita – spełnił wszystkie możliwe kryteria i oczekiwania.

Pozdrawiam gorąco:)

Okruchy dnia (9)

Dzisiaj doświadczyłam opieki Bożej; każdy mój dzień utkany jest z takich małych obecności, małych cudów, troski. Niby nic, ale dla mnie to ogromna wartość. Ważne jest, żeby umieć je zauważać, zanim stwierdzi się kategorycznie, że Boga nie ma. U mnie to  też nie nastąpiło z dnia na dzień; uczyłam się Jego  obecności pomału, oswajałam Jego Słowo. Jezus jest cierpliwy, daje nam wolność, do niczego nie zmusza. Pomału przedzierałam się gąszcz swoich słabości;  karczowałam las, żeby ujrzeć zaproszenie do jego Serca.

A teraz proza życia. Poszukiwałam probiotyku . Chodziłam po aptekach i nie mogłam znaleźć. Zależało mi na tym jednym konkretnym , którego używam od czasu do czasu. Jedyny probiotyk, który zawiera cztery szczepy bakterii, w tym DDS-1, dwa prebiotyki i  nie zawiera cukru, laktozy, glutenu ani żelatyny.

Trafiłam w końcu do apteki, w  której aptekarka  zgodziła się zamówić tabletki na jutro. Cena 51 zł, nie tak źle, w Superpharmie płaciłam za 30 tabletek ponad 60zł. No i wykonała telefon,  zamówiła. Już miałam wychodzić, kiedy mój wzrok padł na egzemplarze z przeceny. I co widzę, moje probiotyki, przecenione na 33 zł. Czyż to nie cudowne:)

Pozdrawiam gorąco:)