Okruchy dnia (12)

Kiedy moje maleństwo śpi w południe, a ja mam do wyboru prasowanie, mycie naczyń, picie kawy, lepienie kotletów mielonych na obiad, pisanie posta, sprzątanie, wycieranie mebli z kurzu , zawsze wybieram picie kawy. A reszta…, nie wiem jak, ale wszystko inne musi zrobić się samo.

Pozdrawiam ciepło:)

Okruchy dnia (11)

Zaczął się sezon placykowo-piaskownicowy. Spragnieni słońca i ciepła rodzice  wylegli  z dziećmi, z wózkami, z grabkami, z łopatkami i wiaderkami na placyki zabaw. Ja również wtapiam się w tłum. Myślałam, że mnie to ominęło, że nie będzie mi dane wstąpić do tego rodzicielskiego kręgu, że nie będę uczestniczyć w rozmowach na bardzo ciekawe tematy dotyczące problemów dzieci, ich chorób, wieku, radzenia sobie z katarem i bólem brzucha. Na szczęście zostałam ponownie zaprzysiężona i mogę bezkarnie zajmować ich przestrzeń.

W piątek spotkałam znajomą z dzieckiem. Akurat była po wyczerpującym remoncie kuchni. Szkicowała słowami przebieg całego przedsięwzięcia. Opowiadając o ogromnym szczęściu przy zakupie kafelków i tapety, wtrąciła mimochodem, że Bóg im sprzyjał podczas tego remontu,że bez niego by sobie nie poradzili, że dzięki niemu zamknęli się w budżecie, że nie musieli się dodatkowo zapożyczać. Kafelki przecenione prawie o 60%, tapeta za grosze.

Mówiła to bez jakiegoś zadęcia, szczerze, nie oczekując po mnie spektakularnej reakcji. W sposób nieskrępowany i otwarty mówiła o Bogu, włączając Go do swojego życia, do swoich spraw, dając Mu przyzwolenie na Jego Świętą obecność . Bardzo mi tym zaimponowała. Dała tym samym świadectwo swojej miłości , nie bojąc się mojej reakcji, nie wstydząc się tego. Za to ją podziwiam. Ja uczę się mówić o Bogu otwarcie. Czasami nie umiem dobrać właściwych słów,  czasami po prostu mi się nie chce, czasami jest to wstyd. Ale mam w sobie imperatyw dzielenia się dobrą nowiną…

Pozdrawiam ciepło:)

 

 

Zaczarowany ogród

Wczoraj zaczęłam sezon ogrodniczy. Mam ogród. A właściwie jeszcze nie mam. Oczyma wyobraźni widzę kolorowe kwiaty, dom dla pszczół, których coraz mniej. Widzę drzewa, a na nich ogromne, soczyste, skąpane w słońcu owoce. Hmmm, na razie posucha,  jarzą się pojedyncze żonkile, samosiejki, mnóstwo starej trawy, suchych gałęzi, kamieni. Totalny chaos. W słońcu nie wygląda to jeszcze tak tragicznie, ale kiedy cień kładzie się gęsto na te połacie ziemi, robi się ciemno i nieprzyjemnie.

Nakupiłam sporo drzewek owocowych, krzaków róż, ale nie mam pojęcia i wyobraźni przestrzennej, gdzie to rozmieścić. Już czeka w kolejce brzoskwinia, morela, czereśnia, a na niej  zdjęcie zachęcające do kupna: piękne, okrąglutkie ciemnoczerwone, soczyste owoce. No i róże, niskie krzaczki z malutkimi , prawie niewidzialnymi pączkami, czekające na wybuch kolorowych kwiatów w pierwszych promykach słońca, ale czy jeszcze w tym roku?

Czy jeszcze w tym roku dadzą omamić się swoim zapachem, czy jeszcze w tym roku będę zbierać płatki róż, a jesienią owoce głogu?

Na razie dopada mnie proza życia i  skupiam się na tym, żeby moje małe dziecko nie wpadło do jakiejś dziury, nie zjadło  ciemnofioletowych kuleczek nieznanego pochodzenia , a starsze polubiło to miejsce, oswoiło samotność, jaka mu tam towarzyszy. Obserwuję, jak dorasta, jak nie cieszą go już drobiazgi, jak przestaje je zauważać. Towarzyszę mu w tych chłopięcych zabawach, cieszymy się z tej chwili, zapisujemy w pamięci. Najfajniejsze zajęcie to strzelanie kulkami z pistoletu do purchawki i obserwowanie, jak wyrzuca z siebie kłęby dymu.

Siedlisko to jest moje miejsce na ziemi.  Każdy powrót do miasta napawa mnie smutkiem . Nie cieszą mnie zaludnione miejsca, gdzie nie słychać śpiewu ptaków, gdzie sąsiad  podchodzi do sąsiada  częściej z porcją skarg i zażaleń. A może by tak dla odmiany podać uśmiech i ciepłe „dzień dobry”.

Drzewka zasadzone, róże czekają w kolejce na następny tydzień. Za dużo pracy, za mało czasu…

Pozdrawiam ciepło:)

Olejek lawendowy

Jeden z wielu olejków, które należy mieć w domu. Znany jest sposób na aromatyczny zapach w   szafie  z ubraniami : suszone kwiaty lawendy przechowywane w płóciennym woreczku na długo pozwolą zachować świeżość ubrań. Ja wykorzystuję lawendę do trochę innych celów. Lubię wieczorem zakropić poduszkę i kołdrę olejkiem lawendowym, to wpływa kojąco na układ nerwowy. Ten zapach mnie uspokaja, łagodzi skutki stresu i  zmęczenie po całym dniu bieganiny. Niweluje napięcie, odpręża. Ułatwia mi zasypianie. I tak wieczorem, kiedy nie mogę zasnąć , otulam się tą lawendową pierzynką, kojący zapach przenosi mnie do krainy pięknych snów.

Pozdrawiam ciepło:)

 

Bądź zdrów- smacznego!

Wydawnictwo Watra, Warszawa 1984

Irena Gumowska, która napisała książkę „Bądź zdrów-smacznego”,  jest również współautorką książki, o której pisałam wcześniej „Kuchnia i medycyna”. Nie jest to najświeższa pozycja, ale warta polecenia i godna przeczytania. Książka, która zajmuje w mojej kuchni ważne miejsce, która przypomina mi o odżywczej i leczniczej roli roślin. W sposób bardzo przystępny i jasny opisuje i charakteryzuje kolejne ziarna, rośliny strączkowe, warzywa i owoce. Do każdego rozdziału dodaje przepisy, bardzo szybkie i proste w przygotowaniu.

Wydaje mi się, że bardzo ważna jest profilaktyka. Jak mówi porzekadło „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Tak naprawdę jesteśmy zdani na siebie i to od nas zależy stan naszego organizmu, od nas zależy jakość naszego życia. Mamy wybór. Odpowiednim żywieniem nie tylko możemy utrzymać zdrowie, ale również wyleczyć się z wielu chorób i niedomagań. Racjonalne odżywianie pozwala niwelować skutki stresu, pozwala odtruć organizm w i tak już bardzo zanieczyszczonym środowisku.

Książka wydana w latach 80-tych, ale zagadnienie bardzo aktualne. Kochajmy siebie i dbajmy o nas samych i najbliższych. W ten sposób wyrażamy troskę o jakość naszego życia.

Pozdrawiam gorąco:)

 

Probiotyki

Po raz  pierwszy o roli probiotyków dowiedziałam się z książki „Uwolnij moc kobiecego mózgu”.   Przewód pokarmowy to nasz drugi mózg , a wytwarza więcej niż on neuroprzekaźników czyli  głównych związków biochemicznych regulujących nastrój i poziom energii. Probiotyki wspierają układ trawienny dzięki namnażaniu w jelitach zdrowych bakterii. Oczywiście najlepsze są naturalne probiotyki (kiszonki),  i tak codziennie naprzemiennie zjadam porcję kapusty kiszonej, ogórków i moje odkrycie sok z buraków kiszonych. Naprawdę pyszny. Ale od czasu do czasu wspomagam moje jelita zdrowymi bakteriami z kapsułki.

Tak mnie wciągnął ten temat, że zaczęłam dużo o nich czytać i  szukać najlepszej dla mnie opcji. Oczywiście były to poszukiwania amatora, moja wiedza na ten temat nie jest obszerna , ale wyszperałam, że jeżeli stosować probiotyki, to te najwyższej jakości. Muszą to być produkty zawierające żywe kultury  ludzkich szczepów bakterii – od 10 do 60 miliardów jednostek dziennie. Minimum cztery szczepy bakterii w kapsułce (jeden szczep DDS-1). Ważne jest zdrowe odżywianie, wspomaganie organizmu najwyższej jakości jedzeniem , gęstym w substancje odżywcze, bez tego nawet probiotyki zagubią się w otchłani chemicznie przetworzonej żywności.

Znalazłam taki probiotyk firmy Doppel herz aktiv na drażliwe jelita – spełnił wszystkie możliwe kryteria i oczekiwania.

Pozdrawiam gorąco:)

Okruchy dnia (9)

Dzisiaj doświadczyłam opieki Bożej; każdy mój dzień utkany jest z takich małych obecności, małych cudów, troski. Niby nic, ale dla mnie to ogromna wartość. Ważne jest, żeby umieć je zauważać, zanim stwierdzi się kategorycznie, że Boga nie ma. U mnie to  też nie nastąpiło z dnia na dzień; uczyłam się Jego  obecności pomału, oswajałam Jego Słowo. Jezus jest cierpliwy, daje nam wolność, do niczego nie zmusza. Pomału przedzierałam się gąszcz swoich słabości;  karczowałam las, żeby ujrzeć zaproszenie do jego Serca.

A teraz proza życia. Poszukiwałam probiotyku . Chodziłam po aptekach i nie mogłam znaleźć. Zależało mi na tym jednym konkretnym , którego używam od czasu do czasu. Jedyny probiotyk, który zawiera cztery szczepy bakterii, w tym DDS-1, dwa prebiotyki i  nie zawiera cukru, laktozy, glutenu ani żelatyny.

Trafiłam w końcu do apteki, w  której aptekarka  zgodziła się zamówić tabletki na jutro. Cena 51 zł, nie tak źle, w Superpharmie płaciłam za 30 tabletek ponad 60zł. No i wykonała telefon,  zamówiła. Już miałam wychodzić, kiedy mój wzrok padł na egzemplarze z przeceny. I co widzę, moje probiotyki, przecenione na 33 zł. Czyż to nie cudowne:)

Pozdrawiam gorąco:)

Okruchy dnia (8)

Wiosna. Pewnie pojawiła się na ustach każdego mieszkańca miasta, miasteczka, wsi. W każdym z tych miejsc inaczej budzi się do życia, inaczej pachnie, inaczej zaprasza do jej celebrowania. Ja odnalazłam ją w parku; błękitne spojrzenie kwiatków zachwyciło moje dziecko. W paluszkach rozcierał ich zapachy; aksamitne płatki poddawały się jego dotykowi. Ze skupieniem poznawał ich kolor i świeżość.

To już Twoja druga wiosna, syneczku…

 

 

Olejek Tamanu

Przy okazji pisania o przebarwieniach wspomniałam o olejku Tamanu. Nie rozpisywałam się na temat jego cudownych właściwości, ponieważ zaczęłam go stosować od niedawna.Ale  już widzę efekty. To działa!

Trochę teorii: jest bardzo skuteczny w leczeniu problemów skórnych, pomaga przy łuszczycy, trądziku, bliznach. Mieszkańcy Polinezji używali go jako kosmetyku przeciwsłonecznego. Lepiej korzystać ze źródła niż z chemicznie przetworzonych preparatów. Poza tym ma właściwości gojące, nawilżające i przeciwzapalne, działa przeciwbólowo, zmniejsza opuchliznę, regeneruje skórę; dodatkowo zwalcza bakterie, grzyby i wolne rodniki. Nadaje się do każdego rodzaju cery.

Ja stosuję go bezpośrednio na skórę twarzy, na krem, rano i wieczorem. Oprócz tego smaruję suchą narośl na kostce, która niezmiennie towarzyszy mi od kilku lat i nie chce opuścić. Ale myślę, że nadszedł jej kres, bo zaczyna się zmniejszać, jest wyraźnie spłaszczona.

Wracając do przebarwień. Wiem, że jest to proces, może kilkuletni, ale widzę światełko w tunelu. Cera jest rozjaśniona, rozświetlona , opuchlizna pod oczami wchłania się w skórę. To jest już mój hit!

Pozdrawiam gorąco:)

Wracam do różeńca górskiego

 

 

Pisząc o różeńcu nabrałam ogromnej ochoty, żeby dać mu jeszcze jedną szansę. Dzisiaj zaparzyłam z niego odwar ( poznałam nowe słowo – odwar gotujemy, a napar zalewamy; można powiedzieć, że gojnik jest naparem, a różeniec odwarem).

Wypiłam małą filiżankę i …może nie jest to white chocolate mocca, ale można się rozsmakować. Smak ma delikatnie cierpkawy, ale wyczuwalna jest nuta pomarańczy. Ładnie pachnie, a to już coś. Nastrój na pewno mi się poprawił:). Trzeba znaleźć czas, żeby ją zaparzyć, czasami trudno się zmobilizować. Mówię o sobie. To co ważne, to nie jest wskazana dla dzieci poniżej 12 roku życia. Mój starszy syn pewnie się ucieszy.

Pozdrawiam gorąco:)