Drzemka

Nie drzemałam od czasu urodzenia drugiego dziecka. Całą ciążę przespałam, zbierałam siły; spałam na zapas, ale to tak nie działa.

Dzisiaj po raz pierwszy udało mi się nakarmić chłopaków przed drzemką najmłodszego. Kiedy zjedli obiad, małego prawie wrzuciłam do łóżeczka bez słowa sprzeciwu i wtedy mogłam położyć się razem z nim. Pierwszy raz od tak długiego czasu.

Obłożyłam się zaległymi gazetami; były tam egzemplarze sprzed dwóch miesięcy. Wymościłam sobie wygodne gniazdko, wyciągnęłam nogi, popatrzyłam przez okno: idealna pogoda na czytanie, słońce schowane za szarymi chmurami, deszcz czeka na odpowiednią chwilę, dając czas spacerowiczom na bezpieczny powrót do domu.

Leżałam chwilę, przeczytałam jeden artykuł i poczułam, że odpływam. Drzemka ma w sobie coś magicznego. Wieczorem , kiedy kładę się spać,  bez żadnej filozofii przykrywam się kołdrą, trzy razy się powiercę, potłuczę w łóżku i zasypiam.

Drzemiąc, czuję wszystkimi zmysłami, jak oddalam się w inny wymiar. Głosy domowników zlewają się w całość, stają się coraz cichsze, odległe. Moje uszy już nie są tak wyczulone na dźwięki, odpoczywają, ich gotowość do reakcji słabnie z minuty na minutę, by całkowicie się wyłączyć.

Balansuję na granicy jawy i snu. Wtapiam się w niewidzialną otchłań, ale jeszcze mam nad sobą kontrolę. Ale na moje nieszczęście  gdzieś z tyłu głowy pojawia się natrętna myśl: czy aby na pewno chcesz zmarnować ten cenny czas na spanie; czy chcesz przeleżeć moment, w którym możesz napić się pysznej i aromatycznej kawy; czy nie chcesz teraz obrać kartofli, żeby później zrobić tylko sałatkę. No, pomyśl, pomyśl…

Można się domyśleć, że wybrałam kawę i obieranie kartofli. Nie mniej czekam na czas, w którym bez wyrzutów okryję się kokonem i zmienię nastawienie na „nic nie widzę, nic nie słyszę”

Pozdrawiam ciepło  🙂

Okruchy nocy

Kiedy mój mąż ma nocny dyżur i zostaję sama z dziećmi, często zaglądam do sypialni, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku, że nic złego się nie dzieje. Zaglądam do łóżeczka i widzę małego króliczka zwiniętego w kłębek; z uszkami postawionymi do góry, wyczulonymi na każdy niespokojny szmer nocy, na każdy szept dochodzący zza ściany. Widzę króciutkie stópki i  paluszki oplatające szczebelki łóżeczka jak u małej małpeczki. Cieplutki, zadarty nosek, jak kuleczka, miarowo i spokojnie wpuszcza i wypuszcza powietrze. Widzę pulchniutkie rączki zaciśnięte w piąstki, w których znajduję okruchy snu, złoty pył przygotowany na rozświetlenie kolejnego dnia. Czuję ciepło bijące z drobniutkiego , kruchego serduszka, które tak ciężko pracuje, by żyć. Czerwony kwiatuszek, którego płatki oplatają z ogromną intensywnością to nowe życie. Jeszcze kilka godzin nocy, jeszcze sen się nie skończył…

Pozdrawiam ciepło:)

Okruchy nocy

 

Dzisiaj w nocy moje pociechy zakradły się  do mojego  łóżka. Dwie najważniejsze istotki ; dwa oddechy, które swoim miarowym i spokojnym rytmem otulały moją bezsenność, mój niepokój. Dwa blaski oświetlające moją drogę, mój każdy dzień.  Moje dwie życiowe mądrości, które uczą mnie każdego dnia  od nowa, dwie ciepłe główki poddające się mojemu czułemu dotykowi. Zamykam wszystkie okna, zapalam ogień i chronię go w wielkim palenisku, , dopóki mogę, dopóki starczy sił,  czuwam…