Dylematy dojrzewania

Dojrzewanie dzieci to nieunikniony bieg wydarzeń. Kiedyś nadejdzie ta wiekopomna chwila, kiedy trzeba będzie spojrzeć prawdzie w oczy i porozmawiać na nurtujące młodzież tematy. Bez zadęcia, na poważnie – ale z dystansem, nie  zohydzając niektórych kłopotliwych zagadnień.

Kiedy mój starszy syn był jeszcze mały, nie mogłam się doczekać pytań, rozmów, rozważań na temat problemów dojrzewania, spraw damsko-męskich. Trochę się ich obawiałam, zapewne jak każdy rodzic, ale zacierałam już ręce. Jako domowy gawędziarz byłabym w swoim żywiole. Wyobrażałam sobie te nasze intelektualne dywagacje zakończone błyskotliwą puentą, niekoniecznie: „mama, mogę kupę?”.

Pamiętam, że jedyne kontrowersyjne pytania, jakie zadawał mój mały synek to:” mamo, a to jest pan, czy pani”; w sytuacji, kiedy widział kogoś, kogo trudno było zidentyfikować.

Odpowiadałam, jak można było najpiękniej. Jak osobnik bardziej przypominał mężczyznę, to był panem, jak kobietę – był kobietą. Bez wchodzenia w kontrowersyjne szczegóły. Uważałam, ze taka wiedza na temat różnorodności nie jest mu do niczego potrzebna.

Nie musi roztrząsać dylematów płci.

Dziecko dorastało, a tu nic. To ja musiałam inicjować rozmowy , bo albo mój syn był zbyt leniwy, albo zbyt niedojrzały, albo zaprzątnięty innymi dziecinnymi sprawami.

W czasie wakacji zdradził mi tajemnicę, że jego kolega oglądał gazetę z gołą panią. Zapytałam z niepokojem, czy on też zaglądał na strony tejże gazetki. Odpowiedział  oburzony, że to grzech. Zapytałam, od kogo ma takie informacje. Odpowiedział, że pani od religii tak powiedziała. Hm, czyli znów mój udział w rozmowach był znikomy. W myślach musiałam przyznać rację pani od religii – takie zdjęcia nie są dla małych dzieci.

Mało u nas rozmów inicjowanych przez syna na tak zwane „wstydliwe” tematy. Są dwa warianty: albo  wszystko już wie, albo nie wie nic. Wzięłam sprawy w swoje ręce.

Ostatnio rozmawialiśmy na temat zapachów. Mój mąż w sposób dyplomatyczny stwierdził, że im człowiek starszy, tym bardziej śmierdzi. I nie ma co się krygować, bo jest to naturalna kolej rzeczy. Najładniej, najprzyjemniej pachną malutkie dzieci. A potem to już z górki.

Szybko podchwyciłam temat, uznając, że jest ciekawym wstępem do rozmowy na temat dojrzewania i pojawienia się burzy hormonów u chłopców, w czasie której pojawiają się wąsiki i tym podobne, z akcentem na tym podobne.

Mój syn przyjął wiedzę ze zrozumieniem i z należytą powagą. Potem trochę nas poniosło, zaczęliśmy żartować i z poważnego tematu zrobił się kabaret. Ale wniosek nasunął się sam, trzeba się myć, bez względu na to, czy jest się starym czy młodym; czy rosną wąsy, czy wąsów brak.

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

 

2 odpowiedzi do “Dylematy dojrzewania”

  1. Swoją drogą nie doceniamy zmysłu węchu, prawie dwuletni Maks nas zaskakuje, bo bardzo mocno zwraca uwagę na zapachy. Oczywiście jego skala śmierdzi- pachnie jest zupełnie inna. Postanowiliśmy mocno wycofać się z naszą oceną, w tej dziedzinie ma dużo wolności. Ciekawe, gdzie go zaprowadzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *