Basia…

Niedawno pisałam o moim dziewięciotygodniowym szczęściu, a ono ma już 32 tygodnie i jest całkiem pokaźną dwukilową dziewczynką. Pływającą po nieograniczonych wodach płodowych, rozpychającą się nogami i rękami, rozciągając mi tym samym wszystkie możliwe warstwy skóry i mięśni. Miesiąc temu ułożyła się do wylotu. Po miesiącu zmieniła strategię i wypłynęła głową do góry, odbijając się boleśnie od dna.

Obecnie znów czeka, przygotowana do wyjścia. A my  czekamy razem z nią. Do stycznia jeszcze dużo czasu. Ale czasami odnoszę wrażenie, jakby już, w tej chwili chciała ujrzeć światło dzienne i poznać rodziców.

Jeszcze do niedawna ciąża to były mdłości, słabości, rosnący brzuch i ten charakterystyczny ucisk ograniczający oddychanie. Do każdego dnia podchodziłam zadaniowo, nie rozczulając się nad sobą, nad ciążą. Czego oczy nie widzą…

Wreszcie zobaczyły. Pierwszy raz w życiu widziałam dzieciątko w obrazie 3D. Rozczuliło mnie to totalnie. Szkoda, że byłam sama, bo mąż przez pół godziny krążył wokół przychodni, szukając miejsca  do parkowania. Niestety we Wrocławiu to graniczy z cudem i jeżeli w pobliżu nie ma galerii handlowej, gdzie można zostawić samochód, a potem przejść  do celu, to nie ma szans na zaparkowanie pod wybranym obiektem. Bez względu na godzinę.

Więc mam dowód w postaci dwóch zdjęć. Można było odebrać filmik upamiętniający to niezwykłe spotkanie, ale  „Nie zabrałam filmiku, bo mi się nie chciało – parafrazując słowa z  mojego ulubionego wiersza „Leń”. Kocham pana, panie Brzechwa. Pomyślałam, że niedługo będę mogła zobaczyć moją ukochana Basieńkę na żywo i pobiegłam szukać chłopaków.

Pokazałam zdjęcie mężowi. Był wzruszony. Ta realna istotka, ta żywa kuleczka chwyciła go za serce  podobnie jak mnie. Te drobniutkie rączki, które wkładała do buzi, te stópki, którymi zakrywała oczka chciałabym całować i przytulać do siebie już teraz.

Jeszcze muszę chwilę poczekać na Ciebie; rośnij zdrowo.

Kiedy lekarka zdziwiła się, że  ciąża jest naturalna i bez stymulacji hormonalnej, jeszcze bardziej doceniłam, jakim to dzieciątko  jest kolejnym cudem pojawiającym się w naszej rodzinie. I jak warto było na niego czekać.

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

2 odpowiedzi do “Basia…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *