Mieszkaniowej traumy ciąg dalszy

Może Wrocław to nie Nowy York, ale jeśli chodzi o znalezienie mieszkania  większego niż dwa czy trzy pokoje, nie jest to takie łatwe.

Jest ich trochę na rynku, ponieważ miasto musi wywiązać się z umów, ale nie spełniają naszych oczekiwań.  I nie wiem, czy jest to problem lokum czy mój. Jak jest zrobiona instalacja elektryczna, to  nie ma betonowych stropów. Jak są betonowe stropy, to instalacja sprzed wojny. Jak jest   sześć pokoi – idealne dla naszej rodziny, to nie ma widny, a mieszkanie usytuowane jest na 4 piętrze odrestaurowanej przedwojennej kamienicy.

Trochę mnie to już irytuje. Zaczynam się pomału zniechęcać i wmawiam sobie, że nasze cztery kąty to tak jak sześć kątów. Dzieci poupychamy w trzech, a w trzech kolejnych samych siebie.  I zmieścimy się bez problemu.

Trudności nastręcza fakt, że na te mieszkaniowe oględziny jeździmy całą rodziną. Mamy  takie dwa słodkie ogony, które wleczemy za sobą. Trudno skupić się na mieszkaniu i jego atrakcyjności bądź mankamentach, kiedy  w pobliżu czają się dwa pacholęcia. Oglądamy na zmianę, jedno dogląda mieszkanie, drugie pilnuje małego, żeby nic nie zniszczył, trzecie marudzi, że głodny  i pyta, kiedy wracamy do domu.

W sobotę byliśmy w starym spichlerzu z 1820 roku odrestaurowanym i przygotowanym na  na przestronne lofty. Coś pięknego. Stylowe meble, mnóstwo bibelotów, drewniane podłogi, pokój kąpielowy i … ogrzewanie elektryczne. Nigdzie nie było kaloryferów, tylko na suficie wisiało coś na kształt farelek.   Na ogrzewaniu na pewno byśmy nie zaoszczędzili.

No i moje dziecko  w tym pięknym mieszkaniu upatrzyło sobie dwie afrykańskie figurki  wyrzeźbione w jakimś szlachetnym kamieniu.

Na początku tylko grzecznie obserwował, przyglądał się, wydawał odgłosy pełne zachwytu – tak dla zmylenia przeciwnika i pokazania, że wcale nie chce tego dotknąć. Za każdym razem daję się na to nabrać.

Jak uśpi czujność rodziców,  wkracza do akcji.  No i tak zaatakował jedną z figurek, że poturlała się po podłodze i złamała na pół. Najgorsze, że wszystko odbyło się pod moim czujnym okiem, ale nie wiem, kiedy i jak.

Pomyślałam tylko, że figurka pochodzi z epoki Majów i jest warta jakieś dziesięć pensji najniższej krajowej.  Mąż wypatrzył miejsce po klejeniu i  łatwiej było się przyznać. Na szczęście właścicielka okazała się przemiłą, bardzo wyrozumiałą osobą i machnęła tylko ręką.

Najlepsze jest to, że moje dziecko było pilnowane  na zmianę przez  trzy osoby: mnie, męża i koleżankę, która jest naszą agentką. Cała trójka biegała za nim jak w ukropie, żeby  nic nie spsocił.

Kupno mieszkania to nie jest taka łatwa sprawa. Ja w  swojej naiwności myślałam, że im więcej obejrzanych domów i mieszkań, tym będę miała trudniejszy, ale jednak  wybór . A jest wręcz odwrotnie. Im więcej do tej pory zobaczyłam, tym mniej mi się podoba i decyzja jest oczywista.

Im dalej od centrum, tym taniej i ładniej. Im bliżej centrum, tym brzydziej i drożej.

Dylematów związanych z dojazdem do pracy nie da się tak pochopnie rozwiązać. W dużych miastach odległości to jest jakaś zmora. Traci się pół dnia na dojazdy. Ale to już jest kolejna bariera do pokonania bądź nie do pokonania. Można tak wymieniać bez końca, gubiąc początek.

Ja już tylko wiem, że nic nie wiem.

Pozdrawiam jesiennie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *