Przełom w budzeniu rodziców

Nie wiem dlaczego, nie wiem jak, ale dzisiaj rano nastąpił nieoczekiwany  przełom w budzeniu. Może to była jednorazowa chwila słabości. Ale rano nie zostałam wyrwana ze zgrozą, z krzykiem ogłuszającym najtwardszego śpiocha z objęć Morfeusza.

Moja malutka pociecha, mój malutki wampirek przyszedł rano do łóżka i położył się obok mnie. Oczywiście wszystko musiało odbyć się na jego warunkach, tzn. nie mogłam się do niego odwrócić twarzą, skutecznie się przed tym bronił, a i ja nie nalegałam, leżąc jak w transie, żeby tylko nie zmienił zdania. Żebym mogła podelektować się tą rozkoszną kuleczką i ciepłą kołderką.

To było naprawdę miłe i takie nowe, mam nadzieję, że na stałe wejdzie już do kalendarza imprez domowych. Znów mogłam poczuć obok małą istotkę, z włochatą główką przytulającą się do maminego policzka i co najważniejsze nie zajmującej połowy łózka, jak to jest w przypadku starszego syna.

A swoją drogą ciekawe, czym było podyktowane. Rozwodzę się nad tym tematem, bo przez rok miałam hard-kor w budzeniu. Może to jest nagroda za to wstawanie bez narzekań, systematycznie, day by day, bez marudzenia, pokornie, wykonując swoją misję: kochając dziecko najmocniej i okazując mu to na każdym kroku. To procentuje.

Krzepiące i schlebiające  jest dopisywanie takiej filozofii, wiem, wiem. Po prostu dzisiaj nie śniły mu się koszmary, no i  pewnie warunki meteorologiczne były bardziej sprzyjające niż wczoraj.

Pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *