Bezsenność w ciąży

Myślałam, że wyczerpałam już wszystkie zasoby ciążowych dolegliwości i objawów i że już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Niestety, pojawiła się nagle,  znienacka, nieproszona, nieprzyzwoicie skuteczna w swoim natręctwie – bezsenność.

Nie ma chyba nic gorszego od bezsenności,  od niemożności zaśnięcia. Przykrywam się cudowną dłoni kołdrą i nic. Wiercę się na wszelkie możliwe strony. Dowiaduję się w międzyczasie, że mam takie rejony na ciele , o których nie miałam pojęcia. Swędzi mnie wszystko. Leżę i tracę wiarę, że kiedykolwiek zasnę. W takich momentach przypomina mi się przypadek mężczyzny, który cierpiał na jakąś tajemniczą chorobę i nie spał ponad sto dni. Niestety skończyło się to dla niego tragicznie.

Jakimś  cudem , pewnie nieświadomie, rodzina się ze mną solidaryzuje. Moje chłopaki też nie mogą spać. Starszy syn wchodzi o 2 w nocy do sypialni i stwierdza, że nie może zasnąć. W ogóle mnie to nie cieszy.  Mąż nie śpi do 4 nad ranem. Towarzyszy mi w mojej niedoli. Wiercimy się razem, chichramy, coś tam sobie obejrzymy, nerwowo zerkając na zegarek. Mam świadomość, że zaraz przybiegnie do mnie mały wampir i wygryzie mnie z tego wymoszczonego gniazda.

Pewnie w takim stanie trwałabym jeszcze ze sto lat, gdyby nie pamięć o generałowej Zajączkowej, żonie generała Józefa Zajączka, królowej śniegu – jak  nazywali ją  jej współcześni. Mówi się, że była prekursorką krioterapii, ponieważ całe życie, o każdej porze roku spała przy otwartym oknie, obłożona lodem, zmieniając pościel na zimną kilka razy w nocy. Dzieci nie miała, więc miała czas, żeby tak intensywnie dbać o siebie. Podobno w wieku osiemdziesięciu lat wyglądała na pięćdziesiąt. Była po prostu nieskazitelna, mój niedościgniony wzór, do tej pory.

Ja też byłam zwolenniczką spania przy otwartym oknie, ale w teorii. Niestety. Moja polonistka, wchodząc po dzwonku do klasy, zwykła mawiać: otworzyć okna – lepszy zdrowy chłodek niż ciepły smrodek. No, wstyd się przyznać, ale byłam innego zdania. Dopiero pamięć o generałowej Zajączkowej mogła mnie wybudzić z tego cieplarnianego letargu i duszności w ciąży.

Otworzyłam okno i doznałam olśnienia. Zasnęłam otulona podmuchem wiatru. Na drugi dzień podobnie, na trzeci też. Eureka. Znalazłam sposób na moją bezsenność. Teraz nie wyobrażam sobie zasypiania w dusznym pokoju, nie ma takiej opcji, dzięki tym podmuchom, mogę swobodnie oddychać, oczy same się zamykają.

Pomijam fakt, że dzisiaj byłam u lekarza z lekkim katarem, ale nawet to nie jest w stanie odstraszyć mnie przed otwarciem okna.  Nie marznę, zasypiam. Czego chcieć więcej. Pewnie to ta ciąża tak na mnie działa; ale póki działa, korzystam.

Wszystkim cierpiącym na bezsenność polecam zdrowy chłodek niż ciepły smrodek.

Pozdrawiam …, hmmm, ciepło 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *