Tęsknota

Ostatnio za czymś tęsknię. Za czymś nieokreślonym. I nie wiem, czy jest to jakieś konkretne miejsce, czy jest to osoba, czy stan, w którym było mi nad wyraz dobrze i przyjemnie.

Nie jest to moment długotrwały, czasami zanim zdążę na dobre się w nim rozgościć – mija. Ale   lubię wymościć sobie w nim dogodne miejsce, wyciszyć się, zaszyć, wspomnieć , oddalić się na chwilę poza cztery ściany.

Lubię ten stan. Umiejętność wchodzenia w tęsknotę bez szwanku dla obciążenia psychiki pozwala mi na oderwanie się od codzienności. Potem znów wydobywam  się tej głębi, gramolę się na górę, by  wrócić do swoich obowiązków.

Zawsze tak mam, kiedy za oknem szaro, mgliście i deszczowo. Przywołuję wtedy słońce, letnie obrazy, wakacje, beztroskę, która towarzyszy wakacyjnym wojażom.

Staram się odnaleźć to coś, co mnie chce dogonić, ale jakoś tak nieskutecznie. Może jest to lato i czas beztroskiego pobytu nad morzem.

Może to nasza mała przystań na końcu świata, ukryta wśród zieleni i pól.

Może stan permanentnej afirmacji życia. Akceptacji wszystkiego i wszystkich. Dobrego i złego.

Wtedy chciałabym zrobić coś szalonego, ale jedyna szalona rzecz, jaka przychodzi mi do głowy, to podróż zatłoczonym tramwajem z dzieckiem na ręku i wózkiem do centrum. Nie ma bardziej ekstremalnej wyprawy  niż ta. Doświadczyłam tego i osobiście. Na szczęście tylko raz.

Kiedyś z koleżanką zastanawiałyśmy, dlaczego ci wszyscy ludzie nie są w pracy tylko w autobusie albo tramwaju. Ooo, ale tu już włącza mi się narzekanie…

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *