Wymarzony pobyt w SPA

Gdzie to było? Nie pamiętam. Jak dojechaliśmy? Nie pamiętam. Ale pachniało lasem. Pachniało igliwiem, w oddali majaczyły sylwetki grzybiarzy. Pachniało grzybami.

Byliśmy sami, bez dzieci. Sami.

W hotelu unosił  się zapach róż. Pewnie te smarowidła roznosiły taką woń. Zapach róż mieszał się z zapachem czekolady, pomarańczy, karmelu. Obezwładniająca mieszanka. Poczułam, że ślinianki zaczęły mi intensywniej pracować , tyle smakowitych zapachów i smaków. Gdyby nie fakt, że to SPA, pomyślałabym, że czeka na nas jakiś powitalny deser.

A tak, można się wysmarować czekoladą, ukradkiem ją zlizując z ciała. Można pokropić się olejkiem pomarańczowym i poczuć na sobie delikatne krople tego uzdrawiającego eliksiru.

Mogę bezkarnie leżeć na pachnącym łóżku, w czystej pościeli nie inkrustowanej okruchami z chleba i paprochami z bosych stóp moich dzieci i męża.

Mogę mieć zamknięte oczy, nie obawiając się małego podpułkownika szturchającego mnie swoją uroczą szabelką nawołującą mnie do porządku i stania na baczność. Nie muszę ich otwierać na każde zawołanie tysiąc razy dziennie. Co za rozkosz.

Mogę zapomnieć o kuchni i o gotowaniu. A tak w ogóle, to co to takiego? Nie znam.

Mogę przytulać się do męża, nie słysząc krzyku zazdrośnika. Możemy razem pójść na kawę i kolację. Pierwszy raz na naszym stoliku zabrakło okruchów i kawałków jedzenia z kolacji. Kiwi nie jest w maśle, a w herbacie nie pływają kawałki parówki. Nie do wiary, że to jest możliwe.  Na podłodze nic nie ma. A frytki? Chociaż one. Nie ma nic.

A dzieci? Z kim zostały? Sama nie wiem. Przyjechały posiłki i zajęły się  maluchami, w tym  jednym wyrośniętym. Taka informacja mi wystarczy.

Możemy spać do woli. Ojej, ktoś mnie szturcha, słyszę zatroskany głos męża: Aguniu, już siódma, śniadanie. Co!! Śniadanie serwują dopiero o 10. 00. Aaa, ja mam zrobić śniadanie. Nie, nie chcę. Nie chcę się obudzić…

 

 

 

+

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *