Agresja w szkole

Odprowadzając dziecko do szkoły, mamy nadzieję, że będzie w niej bezpieczne, że wróci całe i zdrowe. Przecież szkoła posiada całą masę zabezpieczeń. Jest woźna w budce przy drzwiach, są blokady, są karty uniemożliwiające intruzom  wejście do niej.

Jako rodzic ucznia piątej klasy wymagam od nauczycieli, żeby pilnowali porządku w szkole. Żeby angażowali się w szkolną codzienność; żeby wypicie kawy w pokoju nauczycielskim  w czasie przerwy nie obyło się kosztem ucznia, który akurat potrzebuje atencji z jego strony i cierpliwej rozmowy.

Moim pragnieniem jest, żeby nauczyciel wykazał się wręcz nadgorliwą uważnością, bo tylko wtedy jest w stanie wyłapać anormalne zachowanie ucznia lub wręcz przeciwnie apatię, wycofanie, które mogą być spowodowane konfliktem w klasie, odsunięciem dziecka na margines przez innych kolegów.

Im więcej zaangażowania w życie klasy, tym zdrowsza będzie w niej atmosfera. Im więcej rozmów z uczniami pozbawionych krzyków i agresji, tym lepsze pokolenie ma szansę wyjść z takiej szkoły. To co dzieje się w szkole, głównie zależy od nauczycieli. Ale oni nastawieni są na  wbijanie wiedzy do głów, a mniej na funkcję wychowawczą, do której nie są przygotowani na studiach.

Oczywiście nie chodzi mi o scedowanie przez rodzica na nauczyciela  odpowiedzialności   za dziecko, ponieważ uważam, że największa robota wychowawcza należy do rodzica. Ale jeżeli rodzic jest lekko zagubiony wychowawczo, bezradny,  to nauczyciel powinien być na tyle przygotowany do pracy z uczniem, z rodzicem,  żeby ich wesprzeć, naprowadzić, pomóc, wzmocnić nadwątlony system wartości.

Co mnie skłoniło do takich refleksji? Ano piątkowy incydent w klasie mojego syna, gdzie jeden z chłopców w czasie przerwy w szatni zaatakował drugiego. Pchnął go z całej siły na ławkę. Złość spowodowana była przegraną na w-fie. Skończyło się na tym , że do szkoły przyjechała karetka i zabrała poszkodowanego ucznia do szpitala.

A tam czekała na niego bolesna operacja pod pełną narkozą, ból, stres, kroplówki, leki przeciwbólowe, niepewność, strach, długa rekonwalescencja.

Chciałabym mieć większe zaufanie do nauczycieli. Ale jak je wypracować, kiedy napotykam opór z ich strony i obojętność.

Kiedy wróciłam do pracy w szkole po dłuższej nieobecności, a tuż przed zajściem w drugą ciążę, uczniowie pytali mnie naprawdę zdziwieni; dlaczego pani jest dla nas taka miła. Nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, byłam nim skrępowana i lekko zszokowana. Nie minęło kilka tygodni, a już wiedziałam, że pytanie jest jak najbardziej uzasadnione. Na szczęście zaszłam w ciążę i mogłam się z tą szkołą pożegnać. Szkoda mi było tylko moich uczniów.

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *