Krzywa cukrowa w ciąży

Wczoraj miałam słodkie badanie krzywej cukrowej. W swojej naiwności  myślałam, że  to badanie mnie ominie. Coś się stanie takiego, co uniemożliwi mi pójście do laboratorium i wypicie szklanki cukru z małą ilością wody. Nie wiem, co to miałoby być, może liczyłam, że zadzwoni moja lekarka i powie: właściwie to mnie musi pani robić tego badania, moje doświadczenie podpowiada mi, że nie ma pani cukrzycy ciążowej. Niestety, tak się nie stało, chociaż kombinowałam na wszystkie możliwe sposoby, żeby go uniknąć. I tak jak wszystkie badania, również to robiłam na ostatnią chwilę.

W pierwszej sekundzie pomyślałam sobie, że nie ma gorszej ingerencji badawczej w czasie ciąży niż wypicie gęstego, słodkiego, lepkiego płynu na czczo i czekanie z tym czymś w żołądku ponad dwie godziny, bycie kłutym cztery razy: raz w palec, trzy razy w żyłę.

Ale moja pamięć mnie nie zawiodła, o zgrozo, i szybko przypomniała mi jedno z badań, kiedy byłam w drugiej ciąży:  szukanie szyjki macicy. Nie wiem, czy któraś z przyszłych mam miała takie badanie, ale nie polecam.

Taka zabawa w kotka i myszkę. Lekarz chce dopaść szyjkę,  a ona mu ucieka. Poszukiwania po kilku mocnych minutach przyniosły oczekiwane rezultaty, ale co się nadziwiłam i napociłam (lekko powiedziane), że w ogóle coś takiego może się stać, to moje. Kiedy oczy zaczynały mi wychodzić z orbit, lekarz łagodnym głosem mówił: już mam, już mam, ale wystarczyło, że je zamknęłam  w pełnym zaufaniu, słyszałam: gdzie jesteś, gdzie jesteś, a potem: już prawie, już.  Słowa krzepiące, ale czas wydłużał się niemiłosiernie.

Na koniec, kiedy szyjka została znaleziona, gdzieś w brzuchu pewnie, zobaczyłam w rękach lekarza metalowy, długi przedmiot przypominający lornetkę  sprzed wieku. Poczułam się jak na sali tortur w najgorszym śnie i pomyślałam wtedy, za jakie grzechy. Ja tylko zaszłam w ciążę i to z kalendarzykiem w ręku.

Pomyślałam, że jak szyjka została znaleziona, to teraz trzeba sprawdzić, czy aby znów nie uciekła. Ale okazało się, że ten przedmiot posłużył lekarzowi do oględzin wód płodowych. Teraz mogę z dumą powtórzyć za Terencjuszem, że człowiekiem jestem i nic co ludzkie, nie jest mi obce.

Wracając do krzywej cukrowej, to nie jest aż tak źle.  Przyjmując, że w przychodni znajdzie się z nami mąż pilnujący szalonego malucha, biegającego za nim w kąta w kąt. Jedyny plus całego zamieszania związanego z tym testem, to fakt, że musiałam siedzieć, nie wykonując żadnych ruchów, żeby nie zafałszować badania. Miałam dwie godziny odpoczynku, dwie godziny relaksu z mdłościami w tle, w pełnym bezruchu  i mogłam korzystać z uroków macierzyństwa, przyglądając się mężowi zajmującemu się naszym synkiem.

A mąż…, mąż po przyjściu do domu był tak wykończony obcowaniem w takich warunkach z dzieckiem, że  musiał wziąć sobie na ten dzień urlop.

I tym sposobem mieliśmy cały poniedziałek dla siebie. Prawie cały 🙂

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

2 odpowiedzi do “Krzywa cukrowa w ciąży”

  1. A ja mam sposób na to badanie. Wystarczy wziąć za sobą połówkę cytryny i wycisnąć ją do mikstury. Naprawdę pomaga! Polecam każdej ciężarnej 🍋🤗.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *