Zaborcze dziecko czy mały policjant?

Czas miłych, uległych zwierzątek w moim domu minął bezpowrotnie, odszedł w niepamięć. Jest jeszcze nadzieja w nienarodzonym bobasie, że może  jemu uda się zapełnić tę lukę i przypomni rodzicom ten beztroski czas.

Gdzie te borsuczki, gdzie te kosmate misie. Nastała era kierowników zamieszania i policjantów, którzy współpracują ze sobą, pilnując porządku w domu.

I tak w naszym domu zamieszkał policjant. Mały jeszcze, niepozorny, ale skuteczny. Jeszcze trzeba zmieniać mu pieluchy, ale to nie przeszkadza mu w pełnieniu bardzo aktywnej służby. Jest niesamowitym fachowcem, któremu niestraszne przeciwności losu. Zawsze dopnie swego tylko sobie znanym sposobem. Jak nie dobrowolnie, to pod przymusem.

Jeszcze nie umie mówić, jeszcze nie skleci poprawnie żadnego zdania, ale słowo „nie” opanował do perfekcji. Nie „mama”, nie „tata”, tylko leniwe, długie, dosadne „nniieeee”. A jak to nie pomoże, użyje swojego silnego sopranu, który  w tym przypadku nie jest melodią dla uszu.

Jest niezawodnym systemem przeciwciążowym. Wystarczy, że mąż zbliży się do mnie na odległość kilku centymetrów, a już słychać tupot bosych stópek, następnie widać policjanta udaremniającego spotkanie tych dwojga stęsknionych siebie rodziców. Najpierw wyłania się wyciągnięta rączka ze wskazującym palcem. Tak, tak, wskazującym na mnie i kuchnię – komunikat jest bardzo czytelny: marsz do kuchni, mamusiu.

Kiedy mąż próbuje mi towarzyszyć w tej niedoli, maluch bez obiekcji, z zimną krwią toruje mu drogę, wydając z siebie niezrozumiałe dźwięki, które w jego żargonie znaczą : tatusiu (tu wymowny uśmiech), panom wstęp wzbroniony.

Wcześniej tego nie zauważałam, ale natłok obowiązków i chęć odpoczynku po przyjściu męża z pracy, spowodował, że uważniej zaczęłam się temu wszystkiemu przyglądać.

No właśnie po przyjściu męża jest już spięty i gotowy. Czujny, żeby odległość pomiędzy nami była odpowiednio duża.

Mam swoją tajną kryjówkę, do której czasami uciekam niepostrzeżenie, żeby odetchnąć. Zaszywam się w sypialnianych ciemnościach, ale i tam dopada mnie mój strachowyj. Co zrobić, słodki strachowyj.

Z czasem policjant przejmuje rolę kierownika zamieszania i wtedy  już możemy odetchnąć. Wspólna zabawa, poszerzanie przestrzenie dla wszystkich przynosi po godzinie oczekiwane rezultaty. Wtedy robi miło i rodzinnie, razem możemy się pobawić, powygłupiać i pośmiać. To jest czas dla nas.

A my z mężem, pomimo, że w różnych kątach pokoju, mamy swój kod porozumiewawczy i  hulaj dusza…

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

2 odpowiedzi do “Zaborcze dziecko czy mały policjant?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *