Sezon gorączek u dzieci trwa

Szaro, pusto, mokro, wietrznie…Zaczęły się katary, gorączki, jakiś kaszel. Trzeba to zadaniowo ogarnąć, uzbroić się w cierpliwość i czekać na zdrowe jutro. Ostatnio zmieniam tylko buteleczki z syropami, dokupuję nowe, wyrzucam stare. Mieszam mikstury, parzę herbatę z czarnego bzu. I kiedy ogarniam jedno pacholę, drugie przejmuje pałeczkę i wszystko zaczyna się od nowa.

Od kilku dni walczę z gorączką u młodszego syna. Przyczepiła się i nie ma zamiaru go opuścić; kiedy wydaje się, że została opanowana i poskromiona, z impetem pojawia się znowu. Nie chciałabym znaleźć się w szpitalu z jej powodu, ponieważ już przez to przechodziłam. W konsekwencji moje dziecko przestało mówić. Wyrazy, które w sposób naturalny wypowiadał, czyli cudowne pierwsze najprostsze słowa mama, tata, odeszły w zapomnienie. I to na długie zapomnienie. Ingerencja strzykawek, kroplówek, wenflonów zrobiła swoje. Wyszedł zdrowy, ale z traumą i awersją do wszelkich badań i języka .

I tak chodzimy sobie po domu. To znaczy ja chodzę, a maluszek na moich rękach. Moja Basieńka w brzuchu się przewraca na prawo i lewo. Nie wiem, czy jest jej wygodnie z przyduszonym do brzucha bratem.

A kierownik zamieszania albo płacze ,  albo wskazującym palcem kreśli drogę, jaką mam pokonać w mieszkaniu. Kroki do sypialni wywołują histerię; źle się kojarzy, za duże łóżko. Kroki do pokoju brata wywołują jeszcze większą histerię i płacz; źle się kojarzy, tam stoi jego łóżeczko. A on nie chce spać, jak na dziecko w malignie ma wyjątkowo dużo zapału do płaczu i niespania.

W saloniku może być, tam jest telewizor i bajki. Skończyły się pokoje. Jest jeszcze kuchnia, w której najbardziej lubi przebywać. Na moich rękach; wpatrując się w garnki i wrzucając do nich  to, co aktualnie trzyma w małych rączkach.

Jego brat pyta, dlaczego on ciągle płacze. Jego tata pyta, dlaczego on ciągle krzyczy i ratuje się internetem, szukając skutecznego sposobu na wyeliminowanie płaczu. Ja nie mam na kogo scedować pytania, chyba że na małego „winowajcę”, dlatego nie pytam tylko tłumaczę: dziecko jest chore, rozdrażnione, gorączkuje, miało ciężką noc. Nie oczekujmy , że będzie skakał jak pajacyk i zabawiał rodzinę.

Nie kupujemy dzieci w sklepie, nie wybieramy ich według naszego widzi mi się. Dostajemy całą paletę barw, emocji, chorób, pretensji, miłości, złości. Dostajemy małe zawiniątko, które już ma zaznaczoną mapę życia i trzeba  się z nią uporać. Tak ją dopracowywać, tak rysować, żeby namalować na niej najpiękniejsze dni, najmądrzejsza historię tego małego człowieczka. Nerwy nic tu nie zdziałają.

Ja też schowałabym się w kącie i cicho siedziała, co wczoraj uczyniłam, ale mój syn intuicyjnie od razu wiedział, w którą stronę skierować kroki. Gdzie szukać mamy.

Mama – najprostsze a zarazem najpiękniejsze słowo świata.

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *