Rywalizacja na porody

W czasach kiedy nie było tak rozbuchanych mediów, tyle bodźców, ale też agresji i wylewających się z każdego kąta toksyn, nasze mamy rywalizowały ze sobą na zaprawy. Która zrobi lepsze ogórki kiszone, kapustę , która ma okna bez smug i pięknie wypastowaną podłogę. Która zebrała obfitsze plony na działce. Jaką altanką może się pochwalić. Akurat w tej kwestii nic nie mieliśmy do gadania, bo mogliśmy się poszczycić jedynie skrzynią na narzędzia.

Pewnie, że jest to jakieś uproszczenie, ale bezpieczne dla zachowania zdrowych relacji i dobrego samopoczucia.

Dzisiaj nie jest tak łatwo; trzeba zmierzyć się z ogólnie dostępnym hejtem, krytyką. Na szczęście mamy wybór i otaczamy się takimi ludźmi, którzy nam nie szkodzą, a wręcz wspierają i przyczyniają się do naszego dobrego samopoczucia. Budują nas, powstrzymują przed upadkiem.

Czasami jednak mimochodem można  natrafić na nieprzychylność innych, wpaść w sam środek agresji, której udziałem wcale nie chcemy być. I ja właśnie wpadłam w taką spiralę agresji, chociaż nie byłam jej bezpośrednim odbiorcą, ale pośrednim już się poczułam.

Byłam świadkiem dyskusji w mediach społecznościowych, a właściwie nagonki na dziewczyny, które rodziły dzieci za pomocą cesarskiego cięcia. Zostałam wzbogacona o nowe informacje, o których nie miałam  pojęcia. Mianowicie dowiedziałam się, że moje dziecko nie powinno obchodzić urodzin, bo go nie urodziłam, tylko „wydobyciny”, ponieważ zostało ze mnie wydobyte.

Poza tym nie powinnam sobie schlebiać, że urodziłam syna, bo cytuję ” ani nie ważcie się nazywać prawdziwymi matkami. Byłyście w ciąży, ale nie rodziłyście”.

Tak pisały matki matkom, kobiety kobietom w czasach, kiedy mówi się o sile kobiet, o wspieraniu się kobiet, o ich solidarności.

Pomijam fakt, że większość mam zaczyna zazwyczaj  rodzić naturalnie, ale jakieś okoliczności związane z akcją porodową zmuszają  lekarzy do wykonania cesarskiego cięcia. To już nie jest  takie istotne, bo jeżeli ktoś chce się dowartościować, to zawsze znajdzie sposób, nawet kosztem drugiej osoby. Jak już nie ma się nic do zaoferowania światu, nie ma konkretnych argumentów, to każdy powód jest dobry, żeby wznieść swoją osobę ponad inne, żeby zdeprecjonować innych.

Nie jest to problem wyłącznie z  polskiego podwórka. Niedawno czytałam artykuł, w którym aktorka Kate Hudson zapytana przez dziennikarkę, jaką najbardziej leniwą rzecz zrobiła w życiu, odpowiedziała, że cesarskie cięcie, dziewczyny z nieopisaną satysfakcją  skrytykowały ją za tą straszną zbrodnię.

Nie mam zamiaru oceniać hejterek ani poddawać tego zjawiska domowej psychoanalizie , ale naprawdę są inne skuteczne metody na podniesienie własnej wartości. Proponuję kurs kroju i szycia.

Pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *