Światowe życie

W sobotę na naszym osiedlu było bardzo światowo, bardzo medialnie, po prostu show biznes  w pigułce.  Powiało światem filmu. Od samego rana kręcili jedną scenę do serialu  „Policjanci” albo „Szpital”. Męczyli się tak do późnego popołudnia. Akurat mieliśmy okazję obserwować zmagania super aktorów.

Dziewczyna siedziała pod drzewem z wbitym w serce nożem i czekała na karetkę. Reszta ekipy musiała bardzo zgłodnieć, bo zajadała się chińszczyzną z pudełka. Catering nie zawiódł.

Karetka przyjechała, zabrała dziewczę i odjechała. Super dron filmował z góry, gdy nagle odezwał się głos chłopaka: a torebka!?

I znów scena od początku. Ciężka praca. Nawet  górnik nie zniósłby takiego napięcia.

Nasze osiedle jest w ogóle bardzo medialne. Telewizja kręci tam „Policjantów”, „Pierwszą miłość” – dla niewtajemniczonych to taki stuletni serial o pięknym Wrocławiu. Często można spotkać pod moim balkonem (no prawie) męża Aleksandry Natalli-Świat, która zginęła w katastrofie smoleńskiej, komentującego bieżące sprawy polityczne. Dzieciaki mają radochę. Kamery, światła, włochate mikrofony. Czają się wśród rozmówców, skaczą, uciekając fukającym na nich operatorom. Ja w takiej sytuacji nie przyznaję się do swoich synów. Stojąc w bezpiecznej odległości, udaję, że to nie moje dzieci.

Kiedy już napatrzyliśmy się na te potworności , na tą krew z farby, kiedy nasłuchaliśmy się sygnału karetki, poszliśmy na plac zabaw.

A tam już mniej  światowo, typowe swojskie klimaty. Tradycyjnie: mamy w domu gotujące obiad, a znudzeni ojcowie uganiają się za swoimi pociechami.

Nagle słyszę z oddali wołanie dzieci: Iwona, Dorota… Dotarły do moich uszu imiona, których nie słyszałam latami. Bardzo mnie to rozczuliło, wręcz urzekło. Były też Zosie, Jagódki, Antosie, ale to nie one wydały mi się   archaiczne i zapomniane, tylko tamte,  typowe z lat 70-tych, 80-tych przeniosły mnie w podróż sentymentalną do podstawówki i liceum. Ciepło zrobiło mi się na sercu.

Imiona zapomniane, dawno przeze mnie nie słyszane, ale  pozbawione pretensjonalności i zadęcia. Niewymuszone w swojej prostocie, wypowiedziane bez kombinowanej interpretacji. Prawdziwe, przaśne imiona.

W tym towarzystwie imion to Antosie i Jagody wydały mi się pospolite . Iwona, Dorota – one nabrały nowego brzmienia,  sensu; zostały odkurzone i zaświeciły dawnym blaskiem. To był autentyczny powiew świeżości. Sama byłam zdziwiona swojej reakcji, znając moje tendencje do wyszukanych, nieznanych nikomu imion.

Malutkie, dwuletnie Iwonki i Dorotki – to dopiero jest egzotyka.

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *