Rodzicielskie dylematy

Odkąd młodszy synek zamieszkał w pokoju starszego, odpadło mi parę rytuałów. Żeby nie powiedzieć uciążliwych obowiązków. Na przykład usypianie malucha. Ze starszym należałam się i nausypiałam za wszystkie czasy. Leżąc w łóżku, miętolił moją rękę . Trwało to długie lata, zanim zwolnił mnie z tego przywileju.

Kiedy już leżał w łóżku, czekał cierpliwie na matczyną obecność. Musiałam wszystko zostawić w tyle, żeby z nim być. Czasami tak leżał godzinę, rozmyślał, a ja głaszcząc go po główce, modliłam się, żeby już zamknął oczka i dał mi odetchnąć.

Potem  były wędrówki ludów do naszej sypialni. Co noc lądował w łóżku jakiś krasnal, kopiąc nas gdzie popadło, tłukąc się do rana, pozbawiając snu tych najbardziej potrzebujących.

Kiedy urodził się jego brat, smutno mu było, że jest daleko od naszej trójki, poczuł się odrzucony. Sielanka, która odbywała się co noc bez jego udziału, sprowokowała go do przeprowadzki. Spakował materac na plecy i przeprowadził się do sypialni na rok.  I już całą rodziną, we czwórkę, spaliśmy wszyscy na kupie.

Jakoś nie przeszkadzał mu płacz niemowlaka i nocne zamieszanie związane z karmieniem i przewijaniem. Nie przeszkadzało mu deptanie po głowie, szturchanie w trakcie podchodzenia do łóżeczka. Chęć zbliżenia do brata i uczestnictwa w tym kieracie była silniejsza od wygody we własnym pokoju.

Aż w końcu nadszedł czas, że trzeba było odciąć pępowinę, pozbawić syna miłego korytka, wypuścić w świat. I tak jak pić można tylko w dwóch wypadkach: kiedy jest zagryzka i kiedy jej nie ma, tak samo w przypadku mojego syna były tylko dwie drogi, którymi mógł pójść: dobrowolne opuszczenie sypialni lub przymusowe. W tym wypadku trzeba było uciekać się do podstępu i siłą pozbawić syna przytulnego kąta.

Prawie rok czekał na małego sublokatora. Wreszcie się doczekał. Trochę się obawiałam, ale czas pokazał, że  to była słuszna decyzja. Obydwoje kładą się do łóżka bez gadania i bez konieczności towarzyszenia im w wieczornych rytuałach. Zostawiliśmy sobie jedynie wspólną modlitwę.

Dzisiaj pierwszy raz, odkąd alkowa należy tylko do rodziców, maluszek nie przyszedł po obudzeniu do sypialni, nie ciągnął mnie   za rękę, krzykiem wyciągając z łóżka. Nie rzucał we mnie klapkami. Mogłam bezkarnie poleżeć, delektując się słonecznym porankiem. To było naprawdę miłe.

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

,

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *