Zawieszeni na wichurze

 

Wichura pochłonęła nas bez reszty. Wyrwała z betonowej klatki, otuliła zielenią, słońcem i wiatrem. Ale też zablokowała dostęp do świata, odcięła nas od spraw doczesnych.

Sprawy doczesne – pilot od telewizora i internet. Pilot nie działał. Trzeba było znaleźć winnego. W trakcie  śledztwa przeprowadzonego przez mojego męża wyszło, że pilotem bawił się najmłodszy w rodzinie. I chociaż przekonywałam go , że synek nawet go nie tknął i że błąd tkwi w sprzęcie, ten upierał się przy swoim. Oczami wyobraźni widział, jak zjada baterie, a najlepiej całego pilota.  Jakże wielkie było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że mąż zabrał z domu nie tego pilota, co trzeba. Tajemnica Poliszynela została rozwikłana.

Dzięki temu nie wiedziałam, jaki mamy dzień tygodnia. Nie wiedziałam, czy świat funkcjonuje, jak należy. Wyjmowałam z lodówki poszczególne produkty, patrzyłam uważnie na datę ważności , zerkałam na czarny ekran telefonu, który rozładował się z naszym przyjazdem na wichurę, i myślałam po raz kolejny ” może się uda”. Na szczęście nie otrułam żadnego z członków rodziny. Chłopaki mają się dobrze.

Wichura tak mnie pochłonęła, że umknęły mi badania prenatalne. Tak naprawdę ograniczono ich ilość i na NFZ już się nie załapałam. Następny termin we wrześniu.  Proszę poszukać innej przychodni albo wykonać je prywatnie – głos pani w telefonie był bardzo uprzejmy.

Zbuntowałam się, poczułam niemoc i złość na cały ten system. Odezwała się we mnie ludzka niezgoda na to, co politycy wyprawiają kosztem kobiet. Do lekarzy chodzę prywatnie, dzieci również. Badania na koszt własny ( badamy się systematycznie, więc uzbiera się niemała sumka), więc może tym razem nie powinno być problemu z badaniami, które należą się każdej kobiecie po czterdziestce. Obligatoryjnie.

No i przeleciała koło nosa.

Na szczęście jestem osobą wierzącą i wierzę, że siłą sprawczą w moim życiu jest Bóg, więc  pomyślałam sobie w duchu, że jeżeli On nie postawił na mojej drodze przychodni, lekarza, nie zaciągnął mnie tam za uszy, to tak właśnie ma być i muszę Mu zaufać. To mnie uspokoiło.

Nie miałam w sobie na tyle determinacji, żeby tę sprawę doprowadzić do końca, ale mam w sobie ufność dziecka, które wierzy, że jego Ojciec go nie skrzywdzi i otuli go rodzicielską opieką.

Wczorajsze badanie piętnastotygodniowego dzidziusia potwierdziło, że rozwija się prawidłowo. Brzuszek, główka, wymiary kości- wszystko w normie. Wiadomo, że takie badanie nie określi nieprawidłowości w budowie genotypu, ale to nie zmąci mojej radości związanej z oczekiwaniem na dzidziusia i zaczęcia kolejnego rozdziału w życiu.

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *