Kupowanie prezentu

Zastanawiałam się, czy jest coś gorszego od upałów, jakie nawiedziły ostatnio Wrocław? Tak, kupowanie prezentu urodzinowego w czasie takiego okropnego upału.

O urodzinach wiedzieliśmy z kilkutygodniowym wyprzedzeniem, ale jak to bywa w naszej rodzinie, wszystkie decyzje i działania podejmowane są  na ostatnią chwilę. Ostatnia chwila  wypadła we wtorek, urodziny miały być w środę.

Wyjechaliśmy około 19.00, idealna pora na chodzenie po sklepach. Odwiedziliśmy kilka, ale prezentu ani widu ani słychu. Umieraliśmy z głodu wykończeni upałem. Na szczęście głos z głośnika kazał nam opuścić sklep z powodu zamknięcia. I to było wybawienie. Do domu wróciliśmy z pustymi rękoma.

Najgorsze przed mężem. W środę rano wyruszył na poszukiwania. Na szczęście przed samymi urodzinami wrócił z zakupionym pistoletem. Wiadomo, chłopaki.

Ale coś fajnego wydarzyło się w sklepie. Byłam dumna z mojego starszego syna.

Staliśmy w kolejce do kas samoobsługowych. Prezentu nie kupiliśmy, ale milion niepotrzebnych rzeczy już tak. Młodszy syn wyrywał się z uścisku, dręczył swojego tatę, aż w końcu wywalczył pozycję bardziej stacjonarną. Upatrzył sobie torbę mąki, którą pewien klient zdążył skasować   i odstawić na półkę z produktami  gotowymi do zapakowania.

Podbiegł do torebki, złapał ją i chwilę pomęczył, zanim mąż zdołał go od niej odciągnąć. W trakcie pakowania mąka zaczęła się delikatnie sypać. Rzekomy mężczyzna podniósł ją do góry i zobaczył małą dziurę, z której się sypała.

Pierwsze co zrobił, to uderzył z pretensjami do męża, jak pilnuje dziecko i jak mały smyk mógł zrobić dziurę w mące. Już chciałam biec po następną, żeby mieć spokój z kłopotliwym klientem, kiedy odezwał się mój starszy syn. Spokojnie, z pełną asertywnością: proszę pana, tego nie zrobił mój brat, pan już miał wysypaną mąkę na wadze, wziął pan torebkę z dziurą.

Jaka byłam szczęśliwa, jaka dumna z mojego syna. Moje ukochane dziecko, co do którego lojalności nigdy nie miałam wątpliwości , po raz kolejny pokazał, co jest dla niego najważniejsze. Lojalność i prawda. Zrobił to z taką gracją, spokojem, że mężczyzna już nic nie powiedział, szybko spakował mąkę i odszedł. Ja oczywiście wtrąciłam swoje trzy grosze, że w tak krótkim czasie, dziecko nie byłoby w stanie zrobić dziury i  to na dnie torebki.

Pochwałom nie było końca. W cudowny sposób ten incydent odciągnął naszą uwagę od fiaska związanego z zakupem prezentu.

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *