Długie włosy u chłopca

Ostatnio zdarzyło mi się spotykać dziewczynę, której synek miał długie włosy. Śliczny kilkulatek, którego inni mylili z dziewczynką. W rozmowie stwierdziła, ze najprawdopodobniej je zetnie, bo już ma dość tych ciągłych uwag.  Dostała ode mnie i innych mam  wsparcie,  więc mam nadzieję, że tego nie zrobi.

Ten incydent  przypomniał mi nie tak odległe czasy, kiedy moje dziecko miało długie włosy i było nagminnie mylone z dziewczynką. Nawet zimą, kiedy miało czapkę na głowie. Jakoś mi to szczególnie nie przeszkadzało, mój syn też nie cierpiał z tego powodu. Nawet polubił swoje długie włosy i nie chciał chodzić do fryzjera.

Nigdy nie zastanawiałam się, jaką długość będzie nosił mój syn. Włosy rosły swoim tempem, grzywka systematycznie była przycinana, on nie narzekał, nie upominał się o ich ścięcie, więc ja miałam jeden problem z głowy. Gdyby tylko pojawił się sygnał z jego strony, że obcinamy, nie zawahałabym się ani minuty, nożyczki poszłyby w ruch bez dwóch zdań.

Zresztą długie włosy u mężczyzn zawsze mi się podobały. A kiedy rosły mojemu synowi i robiły się coraz dłuższe, coraz gęstsze i ciemniejsze, to szkoda mi było się ich pozbywać.

Nie uniknęliśmy komentarzy typu: po co mu długie włosy, lepiej je obciąć. Mój syn był na tyle wzmocniony, na tyle akceptowany, że się tym nie przejmował. Z góry było wiadomo i to powtarzałam, żeby uzmysłowić mu, że długie włosy nie są jedynie synonimem kobiecości, że wszelkie akcesoria typu spinki, kitki, opaski są zabronione. Nigdy nie miał ich związanych.

Nie uległam presji ratownika na basenie, który wypominał mojemu synowi długie włosy, naśmiewał się,  żartował, że jest babą i kazał je wiązać, a najlepiej obciąć. Kiedy rozmowy z nim nie przyniosły skutku, wręczyłam mu zwolnienie z basenu na następne pół roku i mieliśmy spokój. Taki człowiek traktujący dzieci przedmiotowo nie powinien mieć z nimi do czynienia. Kiedy narzekał, że włosy mu wystają, że mu przeszkadzają, zapytałam grzecznie: przeszkadzają panu, czy synowi?  A czy pan pokazał , jak prawidłowo założyć czepek i schować włosy? Nie. No właśnie.

Włosy obcięłabym tylko wtedy, kiedy zagrażałaby jego życiu bądź sam by tego bardzo chciał.

Nie uległam presji, kiedy chórzystka chciała związać synowi włosy w kitkę, bo jej nie pasował do ogółu na występie. Burzył jej porządek w pierwszym rzędzie, jej wysublimowaną symetrię. Był niepasującym klockiem w tak pięknej układance.  Najlepiej ustawić wszystkich ciętych z metra niczym się nie wyróżniających. I znów kłania się problem z tolerancją inności.

Dzięki temu, że nie ulegałam presji otoczenia, walczyłam o swoje racje, syn też potrafi postawić na swoim, nie obawia się opinii innych. Jest silny. Nie zmienia zdania w zależności od kierunku wiatru.

Do tej pory śmiejemy się, jak kierowca w autobusie sprzedający nam bilet, zapytał, a córeczka ile ma lat?

Ale jak to zwykle bywa  w życiu, przyszedł kres na te piękne, długie włosy. Znalazły się dzieci, które bardziej potrzebowały tego atrybutu niż mój syn, któremu za kilkanaście miesięcy  i tak odrosną. I tak zimą  poszły do bardziej potrzebujących.

Teraz historia zatoczyła koło, bo mój młodszy synek jest mylony z dziewczynką. Małe chłopaki uciekają przed nim i wołają: z nią się nie bawimy, uciekaj dziewczynko. A mój niczego nieświadomy syn goni ich z uśmiechem od ucha od ucha, myśląc, jaka to fajna zabawa. I niech tak na razie pozostanie.

Pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *