Kiedy zaginie dziecko – część 2

Wczoraj dostałam wezwanie na policję. Związane jest to ze sprawą chłopca, który rzekomo się zagubił. Napisałam „rzekomo”, ponieważ pojawiły się nowe fakty.

Sytuacja się jednak bardziej skomplikowała i ma swój dalszy ciąg. Gdyby można było cofnąć czas…

Parę dni temu spotkałam na osiedlu kobietę, która szukała z chłopcem jego rodziców. To właśnie do jej drzwi zapukał późnym popołudniem. Ale, jak się później okazało ,  chłopca przyprowadziła sąsiadka – głuchoniema staruszka. Zapukała do drzwi i wcisnęła jej dziecko.  Tamta kobieta była bardzo zdziwiona, ale jeszcze zdążyła zadać jej na kartce pytanie: czy pani zna tego chłopca?

Głuchoniema staruszka zaczęła wydobywać z siebie dźwięki, które miały znaczyć, że chłopca nie zna i trzeba znaleźć jego mamę. Pokazała na drzwi od góry do dołu, a swoje zatrzasnęła z impetem. Kobieta została z obcym dzieckiem i zaczęła poszukiwania.

I w tym momencie nasze drogi się złączyły. Skojarzyłam chłopca z piaskownicy i zadzwoniłam na policję.

W artykule, który podesłała mi moja włoska koleżanka, nierzetelny dziennikarz opisał zaistniałą sytuację. Napisał, że policja przyjechała od razu. Nieprawda. Czekałyśmy ponad godzinę. Po drugie napisali, że kiedy pojawili się mundurowi, chłopiec błąkał się samotnie po osiedlu. Nieprawda. Chłopiec   był przez nas zaopiekowany. Nie płakał, czuł się bezpiecznie. Na koniec była wzmianka o promilach alkoholu we krwi. Dziennikarz podał trzy promile, a ja wiem, że miał mniej.

Pytanie, skąd wiem. No właśnie.

Wieczorem kobieta od dziecka (ciągle powtarzam kobieta od dziecka, ponieważ nawet nie wiem, jak się nazywa) usłyszała pukanie. Otworzyła drzwi, a tam stoi ojciec chłopca, który przyszedł po niego.

Okazało się, że głuchoniema kobieta to jego ciocia, u której zostawił syna. Ale że tamta miała zaniki pamięci, odstawiła małego do innego mieszkania. Chłopiec był zdezorientowany, coś mówił o babci, ale żadna z nas nie skojarzyła. Był podpity, ale nie miał trzech promili alkoholu. Przepraszał, że zostawił dziecko u chorej ciotki, żalił się, że żona chce go pozbawić praw do syna. Nie miał pretensji o wezwanie policji.

Powiem szczerze, że mi ulżyło. To go stawia w innym świetle. Nie mogłam sobie wyobrazić, jak i kiedy mógł zostawić dziecko. Tak po prostu odejść z placu zabaw, nic nie mówiąc chłopcu. Na szczęście syn był wtedy pod opieką. Gdyby ta kobieta wspomniała o sąsiadce, to zaoszczędziłoby nam nerwów, czasu poszukiwania i oczekiwania na policję, a chłopcu stresu, traumy. Co to dziecko czuło, kiedy ciocia wyprowadziła go z mieszkania i oddała w cudze ręce? Biedne dziecko.

Ta sprawa pewnie nie zakończy się na jednym przesłuchaniu. Gdzie leży prawda? Pewnie po środku, jak zawsze.

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *