Wystarczająco dobra mama

Dzisiaj miałam taki sen: siedzę sobie z mężczyzną w restauracji,  czujemy się ze sobą dobrze, bezpiecznie, chyba zależy nam na sobie. Spokojnie rozmawiamy, jemy krewetki. Z nami siedzi mój synek, ale  jak to zazwyczaj bywa w śnie, o nieokreślonej urodzie. Niby wszystko jest dobrze, ale  nagle z jego oczu zaczynają lecieć łzy. Nie słychać płaczu. Ale ta obfitość  łez przykuwa moją uwagę.

Powiedziałam głośno, zobacz, jak jemu jest bardzo smutno. Szybko wzięłam go na ręce i przytuliłam. Mocno, żeby nie czuł się wyobcowany. Zrobiło mi się przykro, bo myślałam, że podziela moje szczęście, że jest mu dobrze, a okazało się , że czuł się zagrożony i nieszczęśliwy.

Często słyszę takie stwierdzenie: szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. Ja w tym śnie byłam bardzo szczęśliwa, moje dziecko już niekoniecznie. Moje potrzeby były zaspokojone, dziecka niekoniecznie. Na szczęście to był tylko sen.

Przypomniał mi się termin, który wprowadził w obieg wybitny amerykański psychiatra Donald Winnicot – wystarczająco dobra mama, jako przykład zdrowej relacji z rodzicami.

Żeby dziecko było zdrowe, żeby dobrze się rozwijało, matka powinna być ani wybitna ani zła. Wystarczająca. Powinna w sposób wystarczający zaspokajać potrzeby dziecka. Łagodzić jego smutki, reagować na płacz. W początkowej fazie rozwoju powinna zaspokajać  wszystkie jego potrzeby.

Matka potrafi rozróżnić płacz dziecka. Jeśli ma mokro – zmienia mu pieluchy. Kiedy jest głodne – karmi je. Kiedy płacze ze strachu – przytula je i koi. Dzięki temu dziecko uczy się, że świat, w którym zaczyna funkcjonować jest dobry i przyjazny, ponieważ spełnia jego potrzeby. Wychodzi mu naprzeciw. Rozumie.

Nie ma idealnych rodziców. Są wystarczająco dobrzy.

Kiedy napisałam post pt. „Płacz dziecka”, pojawiły się głosy, że nie należy reagować na każde jego zawołanie. Ja uważam, że trzeba i zawsze reaguję. Nie paniką, czy nerwami, ale w zależności od rodzaju płaczu może to być nawet rozmowa.

Czasami wydaje nam się, że dziecko sobie popłacze i przestanie. A w nim kotłuje się morze emocji, które tłumione, będą rodziły frustracje i nieporozumienia.

Niekiedy jest tak, że  rodzic ma inny system wartości, inne metody wychowawcze , ma inne potrzeby związane z rodzicielstwem. Takiego rodzica nie trzeba zmieniać na siłę. Ważne, żeby z takimi różnicami nauczyć się żyć. Bo jeżeli ja będę chciała zmienić jego myślenie  i narzucić mu swoje, to znaczyłoby, że moje jest lepsze. A tak wcale nie jest.

 

Pozdrawiam ciepło 🙂

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *